Limit budżetowy dużą szansą dla F1

Karol296

12 września 2017

  • Michał Evagelos Skoczeń

    Super że w końcu pisząc o nierównym podziale nie jest używane słowo „niesprawiedliwy”. Ale pomijając mój stosunek do różnic w budżetach (które są dla mnie jak najbardziej ok) to nie jestem w stanie zrozumieć jednej rzeczy – jakim cudem w każdej z czterech lig w USA (NFL, NBA, MLS, NHL), w każdym klubie same pensje zawodników to rocznie około 100M$, w samej europejskiej piłce nie trudno znaleźć 20 klubów z budżetem rocznym 200M$, niektóre jak wiemy tyle płacą za jednego zawodnika a budżety Realu, Bayernu czy Man Utd to lekko licząc po pół miliarda dolarów. Nasuwają się wobec tego cztery pytania odnośnie F1:

    1) Jakim cudem na całym świecie w bardzo bogatej branży nie można znaleźć 12-13 teamów podczas gdy w jednej lidze w USA bez problemu jest ich 30? Pomnóżmy to razy cztery i dodajmy do tego powiedzmy Champions League, czyli lekko licząc mamy około minimum 100 drużyn na takim poziomie finansowym w innych sportach.

    2) Nie jest do końca prawdą że równy podział środków funkcjonuje w ligach amerykańskich, w NFL funkcjonuje, w MLB już nie i różnice w budżetach/wartościach klubów są dziesięciokrotne. Podobnie w Premier League przychody z tytułu praw TV są równe, a w Hiszpanii już mamy mega faworyzowane Real i Barcelonę. I jakoś to działa. Wiadomo że są drużyny z lepszymi i gorszymi perspektywami ale jakoś liga działa. Tylko w F1 różnice budżetowe są tak wielkim bólem dupy i co jakiś czas muszą być na tapecie. Co jest tego przyczyną?

    3) Pomijając różnice w opiniach na temat limitów budżetowych to jak niby mają zamiar to kontrolować? Zawodnik dostanie kontrakt sponsorski na 100M$ i po zabawie. Lub jakim cudem zamierzają wyliczyć/zabronić firmie która produkuje również samochody cywilne, używać podzespołów opracowanych również do samochodów cywilnych, w F1?

    4) Czy naprawdę ktokolwiek przy zdrowych zmysłach uważa że nawet 15 nazwy typu Sauber, Haas czy Force India zastąpi jednego Mc Larena, ferrari czy nawet Williamsa?

    • W F1 jest zbyt duża bariera wejścia, co od razu do minimum skraca listę możliwych chętnych. A przy obecnej sytuacji potencjalny właściciel musi przygotować się na dokładanie do biznesu. Wprowadzenie limitu budżetowe sprawi, że zespoły F1 będą przynosi zyski. W przypadku znanych zespołów z dużymi sponsorami będą to bardzo duże zyski. Wtedy zainteresowanych wejściem do F1 będzie zdecydowanie więcej.

      • Michał Evagelos Skoczeń

        Ale przecież koncerny na to stać. Daleko nie trzeba szukać – Renault, Mercedes, Honda. Duże firmy spoza branży również, np Red Bull. Moim zdaniem bardziej pytanie co jest nie tak że koncerny nie lgną do F1.

        • Bariera wejścia to nie tylko pieniądze ale i trudność w odnoszeniu sukcesów. Renault wróciło z zespołem i sukcesów brak, nie wiadomo kiedy przyjdą, Honda to porażka, Mercedes działał tu najrozsądniej i do czegoś doszli. Historia pokazuje, że duże koncerny bardzo często ponosiły porażkę.

          • Michał Evagelos Skoczeń

            Nie zgodzę się z tym bo Mercedes jakoś dał radę, Red Bull dał radę, Haas też w sumie dał radę bo osiąga przyzwoite wyniki. Nie zapominajmy o Toro Rosso które w sumie też było nowym zespołem i regularnie jeździ w środku stawki oraz Force India które z bycia jakimś dowcipem zbudowało naprawdę porządny team. Oczywiście były tez wtopy – Spyker (gdzieś wyczytałem że chcieli w trzecim sezonie wygrywać wyścigi), Caterham, Manor, HRT, BMW, Toyota czy właśnie Honda. Więc to nie tak że się nie da.

            Przede wszystkim uważam że zazwyczaj są zbyt duże oczekiwania. Każdy by chciał wejść do F1 i zwyciężać najlepiej w pierwszym roku a w drugim walczyć o mistrzostwo. Serio? Wyobraźmy sobie że ktoś zwołuje konferencje prasową i mówi „zakładam drużynę piłkarską, będziemy występować w lidze hiszpańskiej, pokonamy Real i Barcelonę a za rok celujemy w wygranie Ligi Mistrzów”. Przecież by gościa wpakowano do psychiatryka razem z mównicą. Tymczasem w F1 jest wielki lament że nowicjusze okupują tyły stawki. Okupują i będą okupować, to normalne, tam jest ich miejsce. Pewnie że czasem się komuś uda (Brawn, ale to trochę inna historia bo w sumie to była Honda z inna nazwą), ale co do zasady taki projekt jest wybitnie długoterminowy. Red Bullowi pierwsze zwycięstwa zajęły pięć lat. W piłce jest trochę łatwiej bo można dokupić zawodników i teoretycznie powinni wygrywać, tymczasem ile takich projektów zakończyło się wtopami? Na naszym podwórku Termalica z klasy okręgowej też nie od razu awansowała do ekstraklasy. Wszyscy w każdym sporcie i każdej branży w biznesie wiedzą że nie od razu będziesz konkurować z Apple czy Coca-Colą, o ile w ogóle, a nawet jak zainwestujesz setki milionów to i tak nic z tego może nie wyjść. Wszyscy wszędzie to rozumieją tylko w F1 jest zawsze „łolaboga kto zainwestuje jak może wtopić kasę”. Gdzie tu sens, gdzie logika?

            No i jest jeszcze Lotus który mimo zwycięstw i (przynajmniej teoretycznych) szans na walkę o mistrzostwo potrafił być porażką biznesową 🙂

          • Mercedes, Red Bull i Toro Rosso zakupili już gotowe zespoły. Wystarczyło je dokapitalizować i rozwinąć. I tak Mercedes oraz Red Bull potrzebowali kilku lat na dojście na szczyt.

            Duże koncerny motoryzacyjne nie chcą wejsć do F1 dla samego uczestnictwa, tylko chcą wygrywać. Zwykle zbyt szybko i zderzają się ze ścianą, co szybko prowadzi do pogorszenia się atmosfery i odejścia.

  • Aleksander Dudkiewicz

    Formułę bez Ferrari można …. ciepłym moczem. Limit wydatków, może jeszcze silnik od Golfa w Ferrari?

    • Adrian Kapustin

      Wyobrażam sobie serie zrobioną z bolidów Ferrari ciekawe czy by się opłacało produkować już gotowe bolidy bo silnik to by uprościli

  • Michał Ślusarski

    Wszystko fajnie, ale nie widzę F1 bez Ferrari. To synonim, miliony kibiców. Jak zamiast tego wejdzie zespół od włoskich makaronów, np Barilla F1, to mimo, że będzie włoskim zespołem, nie będzie wywoływać takiego bicia serca jak teraz czerwień Ferrari. Nigdy zespoły bez historii nie wypracują sobie tego, co teraz ma legenda.

    • A co zrobi Ferrari po wycofaniu się z F1? Oni się nie reklamują nigdzie, cała promocja marki to obecność w Formule 1. Pozostałe serie wysćigowe na świecie mają ułamek zainteresowania tego jaki ma Formuła 1. Ferrari wychodząc z f1 musiałoby całkowicie zmienić się jako firma.

      • PO

        Tak F1 to No1…. Aczkolwiek Ferrari kręci reklamówki z nowymi modelami … z tego roku reklamówka z Kimim RAI – powiązana z hokejem…. fajnie im to wyszło…

        • To reklama z ich kierowcą z Formuły 1. Ferrari bez F1 bardzo straci na prestiżu.

          • Adrian Kapustin

            Mają tyle prestiżu co Lamborghini typowy dzieciak nie odróżnia jednego od drugiego

          • Legiew

            Odróżnia, przecież Ferrari jest czerwone 🙂

          • Phaedra

            Klienci Ferrari nie interesują się F1. Czerwoni nic nie stracą na wyjsciu z serii. To F1 najwięcej straci, wystarczy zobaczyć jak czerwone są trybuny podczas wyścigów. MotoGP będzie miało problem po odejściu Vale .

          • bartoszcze

            Chyba we Włoszech.

      • Piotr

        Zrobią własną formułę nie będzie się nazywała F1 tylko jakoś inaczej (G, H, 10, 100 nieważne) i najważniejszym parametrem będzie brak limitów i nierówny podział kasy, i już widzę jak wszyscy kibice solidarnie bojkotują tą formułę dla bogatych zespołów i oglądają tylko tą uczciwą formułę 1.

        • F1 ma kontrakty z torami i sponsorami oraz z telewizjami. Nowa konkurencyjna seria nie ma szans powodzenia. Sporty motorowe ogółem radzą sobie coraz gorzej.

          • Piotr

            Moim zdaniem błędnie patrzysz na ten sport. Zakładasz że ci wszyscy kibice przyjeżdżają na jakiś tor żeby spędzić miło czas na imprezę organizowaną przez grupę ludzi z USA która się przypadkiem nazywa Formuła 1. I teraz ci ludzie będą sobie wedle własnego uznania tak modyfikować zasady całej imprezy żeby było równo i uczciwie a wszyscy inni będą jak te owieczki się do tego stosować bo przecież nie ma lepszej imprezy. Ten festyn który nam przygotowali chłopaki z Ameryki jest najlepszy na świecie. Tylko ciekawe że jakoś żadne inne „imprezki” które się odbywają na całym globie nie przyciągają tak wielu widzów i nie tworzą wokół siebie tak wielkiego zainteresowania. Moim zdaniem jeśli chłopaki z ferrari dogadają się z chłopakami z mercedesa i z renault że czas zmienić piaskownicę bo tu gdzie są zrobiło się nieprzyjemnie. To nie tylko jeden tor udostępni im plac zabaw a telewizje same się będą dowiadywały gdzie się wszyscy przenieśli. Uważam że idealnym przykładem na to co może się stać z F1 jest przypadek z programem telewizyjnym „Top Gear”.

          • Duże zespoły fabryczne przychodziły i odchodziły od F1, nikt po nich nie płakał. Podstawa F1 są trzy historyczne zespoły: Ferrari, McLaren i Williams. Ich strata będzie dotkliwa. Tylko, że wszystkie te trzy stajnie są całkowicie związane z F1. Bez niej Williams traci rację bytu, a Ferrari i McLaren staną się fabrykami samochodów. Uruchomienie innej serii to sci-fi i do niego nie dojdzie. Wiele było takich gróźb, ale to scenariusz nie do wykonania.

          • bartoszcze

            I tory, i telewizje mają długoterminowej kontrakty z obecnymi właścicielami serii, niezależne od tego czy Ferrari/Mercedes/Red Bull w niej występują. Możesz założyć w ciemno, że ani tory ani telewizje nie podpiszą analogicznych umów z konkurencją (jest zupełnie możliwe zresztą, że w kontraktach jest to zablokowane).

            Historia F1 zna nie takie spory… a F1 trwa.