W Formule 1 trwa obecnie przerwa wakacyjna, za nami 14 z 24 zaplanowanych na ten rok wyścigów. Z tej okazji przygotowałem omówienie wybranych przeze mnie dziewięciu wniosków i obserwacji po pierwszej części sezonu 2025 F1.
Zespoły wprowadzają w 2025 roku mało zmian do bolidów i odpuszczają rozwój
W tym sezonie miłośnicy rozwiązań technicznych w F1 nie mają się czym ekscytować. Liczba wprowadzanych nowości (nie zawsze okazują się prawdziwymi poprawkami) jest mniejsza niż w poprzednich latach. Brakowało wśród nich realnych innowacji czy większych pakietów, które odmieniały wygląd danego samochodu. Wśród czołowych ekip najwięcej starał się zmieniać Red Bull, który dwukrotnie w dużym stopniu przebudował bolid, ale nie dało to realnych zysków na torze. Zespoły już na tyle rozwinęły swoje samochody, że ich dalsza poprawa jest bardzo utrudniona. Przywożone są pakiety, które przynoszą minimalne korzyści. Wiele zmian jest na tyle kosmetycznych, że trudno dostrzec różnice na zdjęciach, a ich opracowanie było przecież kosztowne. To nie jest nic zaskakującego, bo zawsze tak się dzieje pod koniec danego okresu regulacji technicznych. Dlatego co kilka lat trzeba zmieniać zasady w F1, bo inaczej byłoby zbyt nudno, a samochody zbyt do siebie podobne.
Z powodu mniejszego tempa rozwoju, układ sił w F1 jest bardziej wyrównany, a jeden skuteczny pakiet poprawek potrafi odmienić losy zespołu. Czołowe ekipy nie są w stanie utrzymywać wyraźnej przewagi również dlatego, że mają mniejsze limity czasu pracy nad aerodynamiką. Większość stawki odpuściła intensywny rozwój w tym roku, skupiając się na zupełnie nowych bolidach. W 2025 roku jedynym pakietem, który odmienił losy jakiegoś zespołu, był ten wprowadzony przez ekipę Kick Sauber, bo faktycznie pozwolił im się znacznie poprawić i opuścić ostatnie miejsce w układzie sił.
Nie ma czerwonej latarni
Zespół Alpine zajmuje aktualnie ostatnie miejsce w klasyfikacji generalnej, mając na swoim koncie 20 punktów. W całej historii F1, po przeliczeniu na obecny system punktowy, nigdy ostatni zespół na koniec sezonu nie miał aż tylu punktów. Najczęściej była w stawce jakaś czerwona latarnia, pewien zespół nie miał w ogóle punktów lub szczęśliwie zdobywał pojedyncze. Wynik Alpine to najlepszy dowód na to jak wyrównany jest układ sił, bo ta ekipa nie traci wiele do poprzedzających rywali i ma szansę po wakacjach opuścić ostatnie miejsce w klasyfikacji. To również pokazuje, że obecne regulacje techniczne oraz limity finansowe się sprawdzają, bo rywalizacja wszystkich zespołów jest wyrównana jak nigdy wcześniej. W kwalifikacjach kierowcy rywalizują już nie o dziesiąte części sekundy, a setne i tysięczne części.
Wyrównana stawka nie jest gwarancją dobrych wyścigów
W Formule 1 zawsze marzono o tym, że gdy stawka będzie wyrównana, a różnice między bolidami niewielkie, to będzie więcej bezpośredniej walki i wyprzedzania. Kiedy wreszcie doszło do takiej sytuacji, to nic takiego się nie stało. Nie mam niestety wiarygodnych danych dotyczących wyprzedzania w 2025 roku, ale biorąc pod uwagę przebieg wyścigów stawiam że jest ich mniej niż w poprzednim roku. To oznacza, że spadek jeszcze się pogłębi, bo w 2024 roku udanych manewrów wyprzedzania było mniej niż w 2023 roku (mimo dwóch wyścigów więcej). Wyrównana stawka sprawia, że kierowcy jadą blisko siebie, wszyscy korzystają z systemu DRS i wyprzedzanie staje się bardzo trudne. Jeśli dodamy do tego niezwykle małą liczbę awarii bolidów i błędów kierowców, a także przewidywalne strategie, to nie ma możliwości, aby było dużo wyprzedzania.
Aktualne regulacje techniczne ułatwiły możliwość bezpośredniej walki i wyprzedzania, gdy zostały wprowadzone w 2022 roku, ale z roku na rok z powodu rozwoju aerodynamiki jest coraz gorzej. Moim zdaniem wróciliśmy do poziomu sprzed wprowadzenia tych zmian. Samochody są także coraz szybsze, bardziej obciążają opony i jazda nimi jest coraz bardziej „na granicy”, co utrudnia wyprzedzanie. Dobrze, że za rok będzie rewolucja techniczna, bo z obecnymi bolidami już będzie tylko gorzej.
Kwalifikacje i starty są ważniejsze niż w poprzednich latach
Dobre wyniki w kwalifikacjach i dobre starty do wyścigów zawsze w F1 były bardzo ważne. W tym roku biorąc pod uwagę wyrównany poziom w czołówce jest to jeszcze ważniejsze. Wyprzedzanie jest trudniejsze, a strategie podobne, dlatego o wszystkim decyduje początek wyścigu. Jest to kluczowa sprawa w tegorocznej walce o mistrzowski tytuł między kierowcami McLarena. Piastri i Norris prezentują podobny poziom, dlatego który z nich jest wyżej po pierwszym okrążeniu, ten kontroluje wyścig i dostanie lepszą strategie. Nie mogą sobie pozwalać na wpadki w kwalifikacjach czy słabsze starty. Kierowcy tej ekipy są poddani bardzo dużej presji w tych kluczowych momentach.
Debiutanci skutecznie odświeżyli stawkę kierowców
Wejście kilku młodych kierowców było bardzo potrzebne Formule 1 i dobrze, że stało się to w 2025 roku. Poza Doohanem i Colapinto (ich do końca nie da się obiektywnie ocenić z powodu zmiany w trakcie sezonu) pozostała piątka debiutantów spisuje się dobrze lub bardzo dobrze. Lepiej jest oglądać takich zawodników, bo oni już pokazują wysokie umiejętności, a przecież w kolejnych sezonach będą jeszcze lepsi. Po takich zawodnikach jak Zhou, Magnussen, Sargeant czy Ricciardo nikt na pewno nie tęskni (mówię o poziomie czysto sportowym, a nie wizerunku, bo to osobna sprawa i młodzi będą go budować latami), bo sportowo nic sobą do F1 w 2024 roku nie wnosili. Poziom całej stawki kierowców mimo wielu zmian w składach na pewno nie spadł w 2025 roku.
Trudności przy zmianie zespołu
Nigdy zmiany zespołów nie były tak trudne jak w obecnych regulacjach technicznych. Są tacy zawodnicy, którzy od razu po zmianie ekipy prezentują wysoki poziom, podobny jak w poprzedniej ekipie, ale to nie jest powszechne. Aktualne bolidy są tak czułe na wszelkiego typu zmiany ustawień, że bardzo trudno jest się zawodnikom w nich odnaleźć po zmianie zespołu. Najlepiej zrobili ci, którzy pozostali w tym czasie w swoich ekipach, bo uniknęli ryzyka. Jedyna sytuacja, gdy zmiana ekipy nie jest ryzykowna, gdy w danym zespole będzie dwóch nowych kierowców. Wtedy obaj będą się wszystkiego uczyć od nowa. Widzimy jak w tym roku spadła forma Hamiltona po przejściu do Ferrari i Sainza po przejściu do Williamsa. Widzimy jakie problemy miał Lawson i Tsunoda w Red Bullu, a później Lawson w Racing Bulls. Mamy bardzo wyrównaną stawkę, gdzie jedna dziesiąta sekundy w kwalifikacjach często decyduje o kilku pozycjach. Więc wszelkiego typu problemy z adaptacją do nowego samochodu są bardzo widoczne.
Problemy Red Bulla są coraz poważniejsze
Kryzys zespołu Red Bull swoje początki miał dwa lata temu, a w sezonie 2025 widać jego pełne efekty. Gdy rywale lepiej się rozwijają, a własny bolid trudno jest ustawiać, to nawet Max Verstappen nic nie zdziała. Holender nie jest cudotwórcą jak żaden kierowca, bez dobrego bolidu nie będzie walczył o wygrane. Zespół częściowo sam jest sobie winny, bo od kilku lat stawiają wyraźnie na jednego kierowcę, nie zwracając uwagi na jego partnerów. Gdy lider odpadł z regularnej walki o zwycięstwa, a wiele wyścigów kończył bez szans na podium, to wyniki całej ekipy są fatalne. Jeszcze dwa lata temu Red Bull wygrał 21/22 wyścigi w sezonie ustanawiając wiele rekordów. W 2025 roku Verstappen był tylko pięć razy na podium a drugi kierowca walczy aby w ogóle punktować.
Za kulisami w Red Bullu wiele się zmienia, zwolnienie Christiana Hornera pociągnie na pewno wiele kolejnych zmian, bo niektórzy ważniejsi pracownicy sami zaczną szukać nowych zespołów, a Laurent Mekies ze wsparciem Austriaków z koncernu będzie szukał nowych, lojalnych pracowników. Aktualnie cała przyszłość ekipy jest zależna od formy na początku sezonu 2026. Gdyby przygotowali zły silnik i spadli do drugiej połowy stawki, to dojdzie tam do kolejnej rewolucji personalnej, odejdzie również Verstappen. Gdy McLaren zanotował taki kryzys formy w 2015 roku z powodu silnika Hondy, to wyjście z niego zajęło im wiele lat. Przebudowa zespołu to bardzo długotrwały proces. Przed Red Bullem teraz kilka bardzo trudnych miesięcy, które zadecydują o kolejnych latach.
Mercedes nie jest pewniakiem na sezon 2026
Tak jak cały czas uważam, że Mercedes jest najpewniejszym kandydatem do zrobienia najmocniejszego silnika na sezon 2026, tak nie mam przekonania, że podobnie będzie z bolidem. W aktualnych regulacjach w latach 2022 – 2025 cały czas mają różne problemy, nie są w stanie zrobić przewidywalnego bolidu, który będą dobrze rozwijać, a jego forma będzie stabilna. Nowe regulacje to reset, ale widać wyraźnie, że w Mercedesie cały czas nie ma pełnego przełożenia między fabryką a torem. W tym roku wprowadzili nowe tylne zawieszenie, mieli wobec niego duże oczekiwania, a po kilku tygodniach z niego zrezygnowali, bo doprowadziło do spadku formy. Stracili przez to prawie trzy miesiące rozwoju. Mercedes będzie miał w 2026 roku przewagę pod względem instalacji silnika w swoim bolidzie nad ekipami klienckimi, ale moim zdaniem McLaren i również Williams (najdłużej pracują nad przyszłorocznym bolidem) mogą ich zaskoczyć pod względem zaawansowania bolidu. Gdyby fabryczny zespół przegrał z klienckim w 2026 roku, to byłaby to całkowita klęska, która musiałaby się zakończyć sporymi zmianami personalnymi w Mercedesie.
McLaren na szczycie, pytanie na jak długo?
McLaren po ponad dekadzie słabej formy, wrócił w 2024 roku do walki o mistrzostwo świata. W 2025 weszli na poziom wyżej, bo zaczęli regularnie dominować w stawce. Zrobili najlepszy bolid, mają także dwóch wyrównanych kierowców. W Formule 1 zwykle zespoły, które wchodzą na szczyt utrzymują się na nim przez kilka lat. Dlatego McLarena czeka największe wyzwanie z powodu zmiany regulacji w 2026 roku. W tym sezonie mają najniższe limity czasu pracy nad aerodynamiką, dodatkowo sporo zasobów poświęcają na rozwój aktualnego bolidu. Jestem bardzo ciekawy czy w 2026 roku wciąż pozostaną na szczycie biorąc pod uwagę konstrukcję bolidu, bo wydajność silnika nie jest od nich zależna. Pamiętam jak przed sezonem 2022 regularnie wszyscy eksperci mówili, że forma Red Bulla spadnie bardziej niż Mercedesa, bo Red Bull bardziej rozwijał bolid w 2021 roku, gdy walczyli o tytuł mistrzowski. To okazało się nieprawdą, Red Bull zrobił świetny bolid w ostatnim roku starych regulacji i idealnie wszedł w nowe. Nie jest to więc niemożliwy scenariusz i McLaren na pewno będzie chciał zrobić podobnie.
W drugiej części sezonu 2025 McLarena czeka niezwykle trudne wyzwanie utrzymania dobrej wewnętrznej atmosfery, gdy dwóch kierowców walczy o mistrzowski tytuł. Konflikt między Piastrim a Norrisem jest bardzo prawdopodobny, a w historii F1 zwykle kończyło się to podziałami w zespole, które w kolejnych latach eskalowały. Jeden z ich kierowców nie zdobędzie mistrzowskiego tytułu. Jeśli po drodze dojdzie do kolizji, kontrowersji ze strategiami czy awariami, to natychmiast pojawią się teorie spiskowe, a ktoś będzie się czuł poszkodowany. Plusem z perspektywy zespołu są charaktery obu kierowców, bo oni nie wyglądają z zewnątrz na tak konfliktowych, jak inne pary z historii. Jest więc nadzieja, że uda się utrzymać spokój.



Zgłoszenie błędu w tekście
Zaznaczony tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: