Mocną stroną zespołów korzystających w 2026 roku z jednostki napędowej Ferrari powinny być starty do wyścigów, ma im w tym pomagać inna budowa turbosprężarki. Przedsezonowe testy nam to potwierdziły, bo najlepiej na próbnych startach prezentował się fabryczny zespół Ferrari.
Jeśli ktoś oglądał finałową turę testów przedsezonowych w Bahrajnie, to na koniec każdej ich części wykonywano próbne starty. Najlepiej radzili sobie na nich kierowcy korzystający z silników Ferrari. Prym wiódł w tym zespół fabryczny, dobrze radził sobie także Haas. Cadillac jest najsłabszy lub prawie najsłabszy w całej stawce, więc w ich przypadku nie ma to istotnego znaczenia. Pojawiły się nawet głosy, że kierowcy Ferrari będą na prowadzeniu w pierwszym zakręcie regularnie, nawet jeśli będą ruszali np. z drugiego rzędu. Moim zdaniem nie będzie to reguła, bo pozostaje kwestia idealnego startu po stronie kierowcy, a także zachowanie konkurentów, którzy mogą ruszyć lepiej lub mądrze blokować.
Efekt turbodziury w F1
W Formule 1 od 2014 roku wykorzystuje się silniki turbodoładowane. W tego typu silnikach występuje tzw. efekt turbodziury (ang. turbo lag). Jest to opóźnienie reakcji silnika z turbosprężarką na wciśnięcie pedału gazu, objawiające się chwilowym brakiem mocy przy przyspieszaniu z niskich obrotów. W latach 2014 – 2025 w jednostkach napędowych w F1 stosowano system MGU-H, czyli moto-generator energii cieplnej. Jednym z jego zastosowań było zasilanie turbosprężarki, więc efektu turbodziury nie było w ogóle, a ten temat w F1 zupełnie nie istniał. Od 2026 roku i wprowadzenia nowych jednostek napędowych efekt powrócił, bo nie ma systemu MGU-H. Nie jest to żadne zaskoczenie, było to jedno z głównych założeń regulacji. Z systemu MGU-H zrezygnowano aby uprościć silniki, bo to była bardzo skomplikowana technologia blokująca udział nowych producentów.
Efekt turbodziury jest doskonale znany w F1 z lat 80-tych, gdy stosowano silniki turbodoładowane, wymuszało to wtedy na kierowcach konkretny styl jazdy, który wraca w zmodyfikowanej formie w 2026 roku. Aby utrzymać obroty turbosprężarki na wysokim poziomie, kierowcy pokonując zakręty stosują niższe biegi niż poprzednio (dzięki temu są wyższe obroty silnika), a w trakcie ruszania z zatrzymanego startu muszą rozkręcić turbosprężarkę, co zajmuje kilka sekund. Taktyka przejeżdżania zakrętów na niższych biegach, to nie jest kwestia umiejętności kierowcy, jak niektórzy uważali w trakcie testów, a wymagań konkretnej jednostki napędowej. Fakt, że kierowca X przejeżdża zakręt na pierwszym biegu, a inni na drugim nie oznacza, że kierowca X jest od nich sprytniejszy. Jednostki napędowe mają różne wymagania. Zespoły także stosują różne przełożenia skrzyń biegów (są takie same na cały sezon, więc wymagają mądrego zaplanowania jeszcze w lutym). Podobno kierowcy korzystający z silników Ferrari w zakrętach korzystają z wyższych biegów, właśnie z powodu innej turbosprężarki.
Zgodnie z regulaminem maksymalne obroty turbosprężarki wynoszą 150 000 rpm (obrotów na minutę) w 2026 roku.
Skąd wynika przewaga Ferrari na startach?
Zgodnie z medialnymi informacjami, jednostka napędowa Ferrari ma nieco mniejszą turbosprężarkę niż pozostali producenci silników. Mniejsza turbosprężarka szybciej nabiera obrotów, potrzeba na to mniej energii i szybciej osiąga się w niej odpowiednie doładowanie. Oczywiście to jest F1, więc tutaj mówimy o niewielkich różnicach w budowie, ale one są decydujące. Przy pokonywaniu zakrętów w trakcie rywalizacji nie będzie to istotne, ale w trakcie startów do wyścigów już tak. To będzie stała przewaga, bo zmiana rozmiaru turbosprężarki w trakcie sezonu byłaby bardzo trudna (o ile w ogóle możliwa, bo wiele elementów jednostek napędowych nie można zmieniać w trakcie sezonu). Pozostali producenci projektując swoje turbosprężarki mieli inne założenia. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Według serwisu The Race, Ferrari również w poprzednich regulacjach stosowało mniejsze turbo, ale wtedy nie miało to istotnego wpływu na wydajność z powodu MGU-H.
Kierowcy ruszają do wyścigu wykorzystując tylko silnik spalinowy i turbosprężarkę. Moc elektryczna z systemu MGU-K może być zgodnie z regulaminem wykorzystana do napędu po uzyskaniu prędkości 50 km/h. Dlatego nawet minimalnie lepsza reakcja dzięki turbosprężarce i silnikowi spalinowemu, daje kierowcom korzystającym z silników Ferrari przewagę na całej prostej aż do hamowania. Energia elektryczna jest limitowana, więc liczy się lepsza reakcja silnika spalinowego i turbosprężarki. Nie spodziewam się, aby ktoś na starcie nie korzystał z energii elektrycznej, aby oszczędzić ją na resztę pierwszego okrążenia, bo ktoś taki przed pierwszym zakrętem poniósłby duże straty.
Zawodnicy na starcie będą musieli doprowadzić turbosprężarkę do optymalnych obrotów, co zajmuje około 10 sekund. Dla tych ruszających z początku stawki nie jest to problemem, ale tym z końca może zabraknąć czasu. Stąd sprawdzanie na testach nowej procedury i danie kierowcom dodatkowych pięciu sekund przed początkiem sekwencji gaśnięcia świateł. Ferrari dobrze się przygotowało do startów, rok temu podnosiło temat podczas spotkania Komisji F1, ale ich sugestie zostały zignorowane. Teraz zmiana regulaminowa jest możliwa do wprowadzenia, ale Ferrari może ją zablokować swoim prawem veta. Z drugiej strony FIA może dowolnie zmieniać regulamin jeśli chodzi o bezpieczeństwo. Gdyby na początku sezonu doszło do nieciekawych sytuacji na starcie wyścigów, to FIA może interweniować i zmienić procedurę startową. To wyrówna szanse, ale Ferrari powinno utrzymać lekką przewagę na startach.
Ferrari SF-26 to bardzo ciekawy bolid z różnymi innowacjami. Szczegóły na temat dwóch z nich wprowadzonych w Bahrajnie.
Podsumowanie
W 2026 roku nastawcie się na głośniejsze starty, ale będzie to specyficzny dźwięk, nie każdemu może się on podobać. 22 bolidy będą kręciły turbosprężarki do maksymalnych obrotów przez kilka sekund zanim ruszą, więc będzie głośno.
Oczywiście w F1 nikt nie stoi w miejscu. Jestem pewny, że wszyscy producenci silników oraz wszystkie zespoły pracują nad odpowiednimi ustawieniami i procedurami, aby poprawić swoje starty. Kierowcy zawsze robią konkretne rzeczy na okrążeniu formującym oraz gdy już ustawią się na swoich polach. W poprzednich latach zwykle różnicę robiło utrzymanie opon w odpowiedniej temperaturze, a w tym roku główną rolę może odgrywać przygotowanie silnika. Osobiście spodziewam się, że rywale przygotują odpowiednie procedury i przewaga Ferrari na startach spadnie, ale powinna być wciąż obecna. Pamiętam jak w 2009 roku tylko kilku kierowców korzystało z systemu KERS i zawsze dzięki temu zyskiwali na starcie, bo rywale nie byli w stanie się bronić. W 2026 roku takiej gwarancji nie będzie, ale jak spojrzymy na koniec sezonu na średnie zyski / straty na starcie, to kierowcy z silnikami Ferrari moim zdaniem będą wychodzili na plus.
Więcej informacji o zagadnieniach technicznych Formule 1 znajdziecie w specjalnej kategorii Technika w Formule 1.



Zgłoszenie błędu w tekście
Zaznaczony tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: