Sezon 2026 udowadnia, że nowa generacja kierowców na dobre zagościła w Formule 1. Jeszcze rok temu na torze było pięciu debiutantów. Teraz każdy z nich zaczyna coraz bardziej zaznaczać swoją obecność w topowych zespołach stawki, ale to na jednego z nich w tym sezonie zwróconych jest najwięcej reflektorów. Kimi Antonelli najpierw miał stać się zastępcą Lewisa Hamiltona. On jednak od samego początku, mimo porównań i presji jaka go spotkała z tego tytułu, zdecydował się zbudować własną i niepowtarzalną historię, czym spowodował, że wielu zaczęło zadawać sobie pytania: czy na naszych oczach rodzi się kolejna legenda Formuły 1?
Droga Kimiego Antonellego do Formuły 1
Andrea Kimi Antonelli urodził się we Włoszech, w rodzinie, która motorsport ma wypisany w genach. Jego tato – Marco Antonelli – startował w Italian Superturismo Championship, a także jest właścicielem zespołu AKM Motorsport, który startuje w Formule 4. Mając takie wsparcie, Kimi w gokarcie zasiadł w wieku 8 lat i zaczął uczestniczyć w lokalnych wyścigach. Kolejne lata przynosiły kolejne sukcesy kartingowe, czym zwrócił uwagę Toto Wolffa i akademii młodych kierowców Mercedesa, do której przystąpił na sezon 2018. W dalszym ciągu kontynuował swoją kartingową przygodę z roku na rok poprawiając swój poziom, odnosząc kolejne sukcesy, bijąc rekordy i awansując do kolejnych kategorii. W 2020 roku za liczne sukcesy otrzymał nagrodę „Kartingowego Debiutanta roku FIA”. W 2022 roku przeszedł do włoskiej Formuły 4, gdzie reprezentował barwy Premy. Rok później ścigał się w Formule Regionalnej Bliskiego Wschodu, gdzie zwyciężał dwukrotnie, a ostatecznie mając raptem 17 lat został mistrzem serii. Jakby tego było mało w tym samym sezonie zdominował również Europejską Formułę Regionalną, gdzie ponownie z zespołem Prema, wygrał pięć wyścigów i zajął pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej. I już wtedy jego nazwisko zaczęło przykuwać uwagę, a wielu upatrywało w nim przyszłą legendę motorsportu.
Na awans do kolejnej serii nie trzeba było długo czekać, bo w październiku ogłoszono, że od przyszłego sezonu będzie reprezentował Prema Racing w Formule 2. Tam nie było już tak kolorowo, bo ostatecznie sezon zakończył na szóstym miejscu, ale tak naprawdę F2 nie było wówczas celem Włocha. W obliczu spektakularnego odejścia Lewisa Hamiltona z Mercedesa, Toto Wolff rozpoczął poszukiwania jego zastępcy. 31 sierpnia 2024 roku Srebrne Strzały ogłosiły, że tym zastępcą zostanie 18-letni Antonelli, co wywołało ogromne poruszenie wśród mediów i kibiców. Młody Włoch był jednak przygotowywany do tej roli – brał udział w prywatnych testach i sesjach treningowych (Włochy i Meksyk). Moment ten był absolutnym przełomem w karierze Kimiego, ale tak naprawdę największe wyzwanie było dopiero przed nim.
Debiutancki sezon 2025 w Formule 1
Sezon 2025 rozpoczął się dla Antonellego niemal wyśmienicie, bo od wysokiego czwartego miejsca w pierwszym wyścigu w Australii. Oznaczało to, że zapunktował (i to wysoko) w debiutanckim starcie w F1. I w zasadzie aż do europejskiej części sezonu, jego starty były bardzo solidne, ponieważ każdy wyścig, za wyjątkiem GP Bahrajnu, kończył na szóstej pozycji. Jeżeli dołoży się do tego jeszcze pierwsze pole position do sprintu w Miami, otrzymujemy początek kariery w F1, jak z bajki. Każda historia ma jednak swoją ciemną stronę i taka też nadeszła dla młodego Włocha, kiedy wyścigi przeniosły się do Europy. Praktycznie każde Grand Prix w tej serii kończyło się albo poza punktami (wyjątek Węgry i Monza – kolejno dziesiąte i dziewiąte miejsce) albo nieukończeniem wyścigu. Jedyną nadzieją mógł być weekend w Kanadzie, który rozdzielał europejskie zmagania, gdzie Antonelli niespodziewanie uplasował się na trzecim miejscu, tym samym zdobywając swoje pierwsze podium w Formule 1. Kimi sam przyznaje, że zmagał się wtedy z ogromną presją, która niemal go zniszczyła. Podkreśla, że z każdym wyścigiem czuł, że zawodzi tych, którzy w niego wcześniej uwierzyli, dając mu szansę jazdy w jednym z najbardziej legendarnych zespołów królowej motosportu. 19-latek przyznaje jednak, że ten ciężki moment pozwolił mu lepiej poznać siebie jako kierowcę, ale także jako człowieka i udowodnił mu, że potrafi przezwyciężyć tak trudne momenty i wyjść z nich dużo silniejszym. Na efekty nie trzeba było długo czekać, bo poprawa wyników nastąpiła krótko po przerwie wakacyjnej.
W drugiej połowie sezonu poza punktującą dziesiątką znalazł się trzykrotnie, ale również trzykrotnie stawał na podium – raz na trzecim stopniu i dwukrotnie na drugim. Co ciekawe oba drugie miejsca, Włoch zdobył w Brazylii (sprint i wyścig główny), a niektórzy internauci podkreślają, że nastąpiło to chwilę po tym jak Kimi odwiedził grób absolutnej legendy Formuły 1 – Ayrtona Senny, w czym upatrują się symbolicznego „przekazania pałeczki”. Ostatecznie swój debiutancki sezon Antonelli ukończył na siódmym miejscu w klasyfikacji generalnej. Sam jednak przyznaje, że na koniec sezonu był wykończony fizycznie i psychicznie. Podkreśla, że zespół starał się jak najmocniej chronić go przed nadmierną presją, ale czasami i oni nie byli w stanie zrobić wiele. Kimi samodzielnie musiał nauczyć się jak radzić sobie z presją, jak odczytywać sygnały, które daje jego ciało i umysł, jak odnaleźć się w napiętym kalendarzu, podróżach czy pracy z mediami. Wystawienie na ciągłą ocenę medialną osiągnęło swój pik po GP Kataru. Wówczas ogromną burzę wywołały słowa Helmuta Marko, który stwierdził, że Antonelli przepuścił Norrisa na przedostatnim okrążeniu, dzięki czemu Brytyjczyk zdobył cenne punkty do klasyfikacji. W rzeczywistości był to bardzo niefortunny błąd popełniony przez Włocha, którego auto wpadło w poślizg, a kierowca nie zdołał go utrzymać. Błąd, który każdemu mógł się zdarzyć, kosztował jednak Kimiego ogromną falę hejtu, jaka wylała się na niego w przestrzeni medialnej. Marko co prawda po czasie wycofał się z tych słów, ale mleko już się rozlało. Kierowca otrzymał ponad 1000 obraźliwych komentarzy, wśród których znalazły się nawet groźby śmierci. Dość wymowną reakcją był fakt, że profilowe Antonellego na wszystkich platformach społecznościowych, zostały zamienione na czarne tło.
Walka o tytuł mistrzowski w sezonie 2026
Taka ilość nowych doświadczeń nie złamała jednak młodego Włocha. Już przed sezonem 2026 obaj kierowcy Mercedesa stawiani byli w roli faworytów do tytułu, jednak ze względu na dużo większe doświadczenie to George Russell wymieniany był jako główny kandydat. Co do Kimiego większość spodziewała się, że będzie to solidny sezon w wykonaniu 19-latka, który być może sięgnie po swoje pierwsze zwycięstwo. Australia zdawała się być potwierdzeniem tych przewidywań. Solidne tempo Mercedesów, stawka daleko w tyle, Russell zwycięża z pole position, a za nim dojeżdża jego młodszy kolega z zespołu. Wszystko jednak zmieniło się już w drugim wyścigu w Chinach. Na pierwszym miejscu startowym zameldował się Kimi Antonelli, stając się tym samym najmłodszym kierowcą w historii, który tego dokonał. Na drugi dzień na jego koncie znalazł się kolejny rekord, ponieważ został najmłodszym zwycięzcą wyścigu, który startował z pierwszego pola. I to tutaj worek zwycięstw i rekordów się otworzył, ponieważ Kimi – wygrał pięć kolejnych wyścigów, z czego trzy pierwsze właśnie z pierwszego pola startowego. Później nadszedł DNF w Barcelonie, ze względu na problemy techniczne z autem, a następnie trzecie miejsce w Austrii.
Do tej pory wielu twierdziło, że taka dyspozycja wynika ze świetnego samochodu, jaki na ten sezon przygotował Mercedes, spychając umiejętności Antonellego na dalszy plan. Ten jednak na Silverstone udowodnił, że na tytuł Mistrza Świata zasługuje równie mocno, jak każdy inny kierowca w stawce. Pomimo problemów z zawieszeniem i dodatkowych pit stopów potrzebnych na niezbędne korekty, nie poddawał się w walce na torze. Zaprezentował prawdziwie bohaterską postawę, kiedy w odpowiedzi na komunikat od inżyniera wyścigowego, żeby zjechał do alei serwisowej by wycofać samochód z wyścigu, błagał aby pozwolili mu jechać i walczyć choćby o jeden punkt. Być może właśnie wtedy wielu kibiców po raz pierwszy zobaczyło w nim nie „utalentowanego nastolatka ze świetnym bolidem”, lecz kierowcę gotowego walczyć do końca bez względu na wynik. Dla wielu paradoksalnie to nie zwycięstwo, lecz walka o jeden punkt najlepiej pokazała jego charakter. Jego zmagania mogły skończyć się w punktach, jednak kara pięciu sekund nałożona za przekroczenie limitów toru, w obliczu samochodu bezpieczeństwa pod koniec wyścigu, okazała się znacząca, a kierowca ostatecznie ukończył rywalizację na 16. pozycji. Pokazał jednak, że jest liderem klasyfikacji generalnej nie tylko dlatego, że dysponuje świetną maszyną, ale przede wszystkim dlatego, że ma umiejętności i mentalność bardzo dobrego kierowcy. Po fatalnym Silverstone, nadszedł czas na szczęśliwą Belgię i pierwsze zwycięstwo, od czasu GP Monako. Na Węgrzech Kimi również zameldował się na podium, a konkretniej na jego trzecim stopniu. Do przerwy wakacyjnej jest niekwestionowanym liderem klasyfikacji generalnej mając aż 50 punktów przewagi nad drugim Lewisem Hamiltonem.
Podsumowanie
Choć Antonelli ma niespełna 20 lat, wydarzenia minionego sezonu ukształtowały go w sposób, który dziś znajduje swoje odzwierciedlenie. Niesamowita pewność siebie na torze i poza nim, dojrzałość, kontrola swoich emocji i reakcji to tylko część cech „świetnego kierowcy”, które dały już o sobie znać pomimo młodego wieku. Presja, krytyka i nieustanne porównania mogły go zatrzymać. Zamiast tego stały się lekcją, dzięki której szybciej dojrzał jako kierowca i jako człowiek. Być może właśnie dlatego dziś coraz częściej mówi się nie o „następcy Lewisa Hamiltona”, lecz po prostu o Kimim Antonellim – kierowcy, który może stać się legendą.
Autorką artykułu jest Aleksandra Binkowska, znajdziecie ją na TikToku – link.



