Pierre Gasly, Alex Albon, Sergio Perez, Liam Lawson czy Yuki Tsunoda – to nazwiska kierowców, którzy w minionych sezonach jeździli w ekipie Red Bulla u boku fenomenalnego Maxa Verstappena. Zasady w zespole były jasne: albo jeździsz równie dobrze jak Max, albo kończymy współpracę. W praktyce oznacza to jednak coś więcej niż tylko sportową rywalizację – to istnienie niemal w cieniu jednego z najlepszych kierowców w historii. To z kolei wiąże się z ciągłą presją udowadniania swojej wartości, a każda porażka nie jest etapem rozwoju, lecz sygnałem do wymiany. W przypadku wymienionych kierowców zwykle kończyło się na tym drugim, choć w odniesieniu do Pereza możemy mówić o częściowym przełamaniu słynnej „klątwy”.
O tym, że Max Verstappen jest jednym z najlepszych kierowców w historii raczej nie trzeba nikomu przypominać. Wystarczy powiedzieć, że już w 2015 roku, mając zaledwie 17 lat został zakontraktowany w ekipie Toro Rosso oraz został najmłodszym kierowcą jaki uczestniczył w wyścigu Formuły 1. Rok później, po przejechaniu raptem czterech wyścigów, został przeniesiony do Red Bulla, gdzie wygrał pierwszy wyścig w ich bolidzie (GP Hiszpanii). Do tego dorzucić można jeszcze cztery tytuły Mistrza Świata Kierowców, 71 zwycięstw i 48 Pole Position. Dodatkowo wyjątkowy styl jazdy, niesamowita determinacja i odporność na zmienne warunki atmosferyczne, sprawia, że oczekiwania względem drugiego kierowcy mocno szybują w górę. Dla niektórych przestają być one realnym punktem odniesienia, a zaczynają być źródłem permanentnej presji, porównań i tworzenia oczekiwań, którym nie sposób sprostać.
Gasly i Albon odnaleźli się w innych ekipach po stracie miejsca w Red Bullu
Jako pierwszy na zespołowego partnera Maxa w 2019 roku (po sensacyjnym odejściu Daniela Riccardo) został wybrany Pierre Gasly. Przejechał jednak tylko 12 wyścigów, ponieważ pomimo dobrej formy zespołu, jego rezultaty mocno odbiegały od oczekiwań. Najwyżej uplasował się na czwartej pozycji w GP Wielkiej Brytanii, a do połowy sezonu uzbierał 63 punkty, wobec 181 Verstappena. W czasie przerwy wakacyjnej zespół ogłosił zakończenie współpracy z kierowcą i „zdegradowanie” go do z powrotem do Toro Rosso. Było to ogromnym ciosem dla Francuza. Oznaczało to, że ponownie musiał udowadniać swoją wartość i że wcześniejszy awans do Red Bulla nie był dziełem przypadku. Efekty pozbycia się presji i konieczności ciągłego udowadniania, przyszły niemal od razu. Już w pierwszym wyścigu dla mimo wszystko słabszego Toro Rosso, zdobył punkty, a niecały rok później wygrał pierwszy wyścig w swojej karierze. Później przeszedł do zespołu Alpine i stał się jego liderem.
Na jego miejsce jeszcze w 2019 roku wskoczył Alex Albon, który dokończył sezon, regularnie punktując i plasując się najczęściej na pozycjach 4, 5 i 6. Sprawiło to, że zespół przedłużył kontrakt z Tajlandczykiem na 2020 rok. Pomimo, że w pandemicznym sezonie dwukrotnie stanął na podium (na trzecim jego stopniu) i nie punktował tylko w czterech wyścigach, nie wystarczyło to na usatysfakcjonowanie Red Bulla, który podpisał kontrakt z Sergio Perezem, słynącym z agresywnej jazdy. Tym samym Albon został „zdegradowany” do funkcji kierowcy rezerwowego Red Bulla. Pomimo, że liczył na powrót w roku 2022, dobre występy Pereza sprawiły, że ostatecznie podpisał kontrakt z zespołem Williamsa. I tutaj zatem historia się powtórzyła – mimo solidnych wyników, Albon funkcjonował w cieniu Verstappena, a brak spektakularnych rezultatów okazał się ważniejszy niż regularność.
Sergio Perez najdłużej wytrwał w roli drugiego kierowcy
Sergio Pereza można uznać za kierowcę, który przełamał słynną „klątwę drugiego kierowcy Red Bulla”. To właśnie on przez moment wydawał się idealnym partnerem – akceptując swoją rolę i wspierając Verstappena. Dodatkowo jego rezultaty również pozwoliły mu utrzymać „fotel” do końca 2024 roku – punktował w prawie każdym wyścigu, wielokrotnie stawał na podium a także wygrywał, nie przyćmiewając przy tym Maxa i jego ówczesnego momentum. Przywołać tu można chyba najsłynniejszy wyścig w nowej historii F1 – Abu Zabi 2021 – kiedy to właśnie Perez „przytrzymywał” Lewisa Hamiltona, pomagając Verstappenowi zmniejszać dystans, co między innymi przyczyniło się do zdobycia tytułu Mistrza przez Holendra. W 2022 roku zajął trzecie miejsce w tabeli kierowców, ale to kolejny rok był prawdziwym przełomem dla austriackiej ekipy. Wygrywali w 21 z 22 wyścigów oraz zapewnili sobie tytuł Mistrza Świata Konstruktorów na sześć rund przed końcem sezonu. Nadszedł jednak rok 2024 i prawdziwy krach w formie Pereza. Na podium stanął jedynie cztery razy i to w pierwszych pięciu wyścigach. Potem zaczął plasować się na końcu lub poza pierwszą dziesiątką, a także nie ukończył aż czterech wyścigów. Oznaczało to koniec pięknej i owocnej przygody.
Spalona dwójka zawodników w 2025 roku
Od 2025 roku Red Bull postawił na młodość, licząc, że powiew świeżości z powrotem zagwarantuje im mistrzostwa. Paradoksalnie jednak to właśnie ten sezon okazał się najbardziej „niszczącym” dla drugich kierowców. Liam Lawson przejechał raptem dwa wyścigi z czego jednego nie ukończył, a drugi zakończył na dwunastym miejscu. Od razu został zastąpiony przez Yukiego Tsunodę, który podobnie jak Max słynął z agresywnej i odważnej jazdy. I tutaj jednak „klątwa” zrobiła swoje, bo Japończyk punktował jedynie w siedmiu wyścigach. Sytuacja była wręcz beznadziejna, ale Red Bull nie decydował się już na drastyczne zmiany. W grudniu oficjalnie ogłosili jednak, że od przyszłego sezonu u boku Verstappena zasiądzie Isack Hadjar. Młody Francuz, który zaczął swoją przygodę z F1 w 2025 roku i który podobnie jak poprzednicy słynął z brawurowej jazdy. Na tym etapie jednak pojęcie „klątwy drugiego kierowcy Red Bulla” stało się tak popularne medialnie, że znaczna większość internautów postawiła przysłowiowy „krzyżyk” na karierze Hadjara. Większość widziała, że od momentu objawienia się fenomenalnej formy Verstappena, jedynie Perez był w stanie utrzymać fotel kierowcy więcej niż dwa sezony. W mediach coraz częściej pojawiały się memy, z kolejnymi kierowcami „zniszczonymi” przez restrykcyjny system panujący w austriackiej ekipie.
Trudne wyzwanie przed Isackiem Hadjarem
Pomimo, że za nami dopiero cztery wyścigi sezonu 2026 to narracja medialna powoli zaczyna się zmieniać, a część internautów początkowo żartowała, że „klątwa drugiego kierowcy” przeszła na Maxa Verstappena! Holender już w pierwszym weekendzie w Australii przez błąd samochodu, odpadł z kwalifikacji już w Q1 i zaczynał wyścig z dwudziestej pozycji. Hadjar z kolei zaprezentował się fenomenalnie, kończąc kwalifikacje na trzecim miejscu. Perfekcyjna bańka pękła jednak szybciej niż wszyscy mogli się spodziewać, ponieważ Francuz odpadł z Grand Prix Australii już na dziesiątym okrążeniu, ponownie przez problemy techniczne. I kiedy wszystkim wydawało się, że za szybko podzielili skórę na niedźwiedziu, kolejne weekendy pokazały, że kariera Francuza w Red Bullu nie jest jeszcze definitywnie skończona. W Chinach role się odwróciły i to Isack ukończył wyścig, podczas gdy Holender musiał jeszcze przed końcem przymusowo zjechać do garażu. Przed wyścigiem na Suzuce zespół przeprowadził zmiany w bolidzie, które jednak przyniosły rezultat odwrotny do oczekiwanego. Max Verstappen ukończył zmagania na rozczarowującym ósmym miejscu, a Hadjar – na dwunastym. Nie możemy tu jednak mówić o zawodzie tylko ze strony Isacka, bo aktualnie cały zespół musi mierzyć się z ogromnymi problemami. Sytuację mocno na niekorzyść Francuza zmieniło GP Miami. Red Bull wprowadził tam bardzo dużo zmian do swojego bolidu, a Max Verstappen je wykorzystał i zaczął walczyć o czołowe pozycje. Hadjar mocno od niego odstawał, a w wyścigu z własnej winy rozbił się o barierę.
Na razie nie możemy jeszcze wysuwać pochopnych wniosków, bo sezon dopiero się zaczął. Pytanie nie brzmi więc, czy Isack Hadjar jest wystarczająco dobry, ale czy ktokolwiek w tej roli ma realne szanse na sukces. Historia w przypadku tego zespołu jest jednak bezlitosna i pokazuje, że w Red Bullu talent to czasami za mało – równie ważna jest zdolność przetrwania w cieniu jednego z najbardziej dominujących kierowców w historii.
Autorką artykułu jest Aleksandra Binkowska, znajdziecie ją na TikToku – link.



Zgłoszenie błędu w tekście
Zaznaczony tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: