Po dwudziestu czterech rundach ciężkiej walki pomiędzy Lando Norrisem, Oscarem Piastrim i Maxem Verstappenem to ten pierwszy zwyciężył w klasyfikacji generalnej i został mistrzem świata. Lata wyrzeczeń, marzeń i ciężkiej pracy w końcu się opłaciły, ale oznaczało to również konieczność przewartościowania i odnalezienia nowych celów. Na początku tego sezonu wielu zastanawiało się jak będzie spisywał się kierowca, który od lat nie ukrywał swoich słabości, mówił o nich otwarcie, a przez tę szczerość został uznany przez wielu za zbyt słabego na zdobycie tytułu. Lando udowodnił jednak, że będąc sobą jest w stanie sięgać po najwyższe trofea, natomiast stworzyło to kolejne pytania jak dźwignie on presję utrzymania tytułu. Norris zaskoczył jednak wielu, bo w ten sezon wszedł z niemal zupełnie innym podejściem do swoich występów. Dla lepszego zrozumienia tej przemiany warto cofnąć się do minionego sezonu, w którym charakter Norrisa dał o sobie znać szczególnie wyraźnie.
Trudny sezon 2025 zakończony mistrzostwem
Jeszcze przed sezonem 2025 Lando stawiany był w roli faworyta do tytułu. Zwycięstwo w Abu Zabi na zakończenie sezonu 2024, które przypieczętowało Mistrzostwo Świata Konstruktorów McLarena, coraz bardziej konkurencyjny bolid, czy fakt że znalazł się w walce o mistrzostwo świata kierowców były prognozami, że nowy sezon przyniesie coś naprawdę wielkiego dla ekipy z Woking. Oczekiwania oznaczały również pojawienie się ogromnej presji, która zaczęła towarzyszyć kierowcy przy każdym weekendzie wyścigowym. Sezon obfitował w dobre momenty i liczne sukcesy, jak chociażby zwycięstwo inauguracji w Australii, imponujące kwalifikacje w Monako, czy triumf w domowym wyścigu na Silverstone. Mieszały się one jednak z tymi bardzo ciężkimi (wypadki, błędy własne czy zespołu), gdzie dawał o sobie znać charakter Lando – bardzo samokrytyczny i szczery, co natychmiast znajdowało odzwierciedlenie w jego postawie i mowie ciała. Dodatkowo narracja medialna, która stawiała Norrisa w roli faworyta do tytułu zaczęła się zmieniać już po pierwszych rundach, kiedy na lidera zaczął wyrastać Oscar Piastri. Mogło być to kolejnym ciosem dla kierowcy, który od lat zmagał się z licznymi wyzwaniami i kiedy w końcu nadszedł sezon, gdzie bolid był konkurencyjny, wieloletnie marzenie zaczęło się oddalać. Po raz kolejny musiał gonić i udowadniać, że jest materiałem na przyszłego mistrza świata. W dalszym ciągu jednak medialna nagonka była spora, a po GP Miami wielu zaczęło kwestionować jego potencjał. Po tym kiedy nie zdecydował się walczyć tak agresywnie, jak Verstappen, co kosztowało go utratę kilku pozycji, w mediach szybko pojawiła się narracja, że jest kierowcą zbyt miękkim, uczciwym, a według niektórych nawet naiwnym, by skutecznie walczyć o mistrzostwo. Norris pozostawał jednak wierny swoim zasadom, pokazując, że nie musi zmieniać własnego charakteru, by osiągać wielkie rzeczy.
Dość znaczącym „pokazem desperacji” i nie do końca przemyślanej decyzji był wyścig w Kanadzie, kiedy jego własny błąd wyeliminował go z wyścigu, niemal spowodował kolizję z Piastrim i pozbawił go cennych punktów. Po raz kolejny dała o sobie znać jego brutalna szczerość, bo jeszcze siedząc w bolidzie przyznał, że był to „głupi” ruch z jego strony i cała wina leży po jego stronie. Kolejnym ciosem dla pewności siebie Lando było Grand Prix Holandii. Po mechanicznym DNF-ie i utracie pozycji wicelidera wyścigu media szybko obiegły ujęcia Norrisa siedzącego samotnie na wydmie, wciąż w kasku, z głową zwieszoną między ramionami. Po wyścigu strata do lidera wynosiła już 34 punkty, a wielu na tym etapie pogrzebało już jego szansę na zdobycie tytułu, kolejny rok z rzędu.
Pomimo licznych wyzwań, w drugiej połowie sezonu Norris wrócił na dobre tory, a wobec coraz słabszej formy Oscara Piastriego, po zwycięstwie w Meksyku powrócił na fotel lidera klasyfikacji generalnej i rozpoczął powiększanie przewagi. Po wielu tygodniach Lando odzyskał kontrolę nad walką o tytuł, udowadniając sobie, że dalej może po niego sięgnąć. Do Abu Zabi przyjechał jako lider klasyfikacji generalnej, ale wobec wydarzeń minionych tygodni jego przewaga nie była bezpieczna. Już wtedy widać było, że napięcie zaczyna „dobierać” się do kierowcy, który w niczym nie przypominał szeroko uśmiechniętego i żartującego siebie – przez cały weekend w Abu Zabi Lando zachowywał pokerową twarz na wszystkich konferencjach prasowych. Obciążenie psychiczne wzrosło, kierowca nie mógł popełnić ani jednego błędu, jeżeli dalej chciał marzyć o tytule mistrza. Kiedy przejechał metę i przypieczętował zdobycie mistrzostwa, długo nie zdejmował kasku, głos drżał od wzruszenia, a w trakcie wywiadów jego oczy były zaszklone, co zdradziło jak ogromny ciężar presji, oczekiwań, komentarzy został zdjęty z jego barków. I wtedy pojawiło się pytanie jak zdobycie tytułu wpłynie na świeżo upieczonego mistrza, a dość zaskakującą odpowiedź przyniósł obecny sezon.
Początek sezonu 2026 z problemami
Początek sezonu 2026 nie był dla Norrisa łaskawy – nowe regulacje, nowe samochody, a tym samym nowe wyzwania. McLaren od początku sezonu zmagał się z problemami z niezawodnością – liczne DNF-y, podwójny DNS w Chinach, wiele problemów mechanicznych m.in. ze skrzynią biegów, hydrauliką, czy jednostką napędową. Już w trzeciej rundzie wykorzystał maksymalną liczbę przysługujących mu silników, co oznaczało, że kolejna zmiana oznacza karę przesunięcia na polach startowych. Niektórzy internauci zaczęli nawet spisywać niefortunne sesje i w sumie bezproblemowo przebiegło około 56% czasu spędzonego na torze. Do tego dochodzi również wątpliwa strategia stosowana przez McLarena np. w Kanadzie czy Belgii i dostajemy przepis na sezon rodem z koszmarów. Mimo takich problemów i bardzo nikłych szans na obronę tytułu, Lando na porażki reagował dystansem, uśmiechem, a nawet żartem. Od początku sezonu jednak wyciskał z bolidu więcej, niż ten miał mu do zaoferowania. Kiedy już kończył wyścigi to zawsze w punktach i tylko dwa razy poza „topową piątką”. Między innymi jako pierwszy przełamał passę pole position i zwycięstw kierowców Mercedesa w dowolnym formacie, meldując się na pierwszym polu startowym do sprintu w Miami, który wygrał. Nie mógł się jednak długo nacieszyć z tego sukcesu, bo kiedy wszystkim wydawało się, że McLaren powrócił „z dalekiej podróży” Lando nie ukończył dwóch wyścigów z rzędu w Kanadzie i Monako, po raz kolejny przez problemy z bolidem (kolejno problemy ze skrzynią biegów i jednostką napędową). Rezultaty, które załamałyby niejednego kierowcę, w rozmowie z mediami wywoływały jednak uśmiech na twarzy Brytyjczyka, który żartował, że „jest szczęśliwy, że wypadł z wyścigu”.
Powrót do regularnej walki o zwycięstwa
McLaren zaczął stopniowo wracać na dawne dobre tory, przywożąc kolejne poprawki. I już pierwszym sygnałem mógł być weekend w Belgii, gdzie Norris zakwalifikował się na trzeciej pozycji, mając za sobą również udane występy w treningach. I tu jednak szczęście nie uśmiechnęło się do Brytyjczyka, ponieważ to właśnie wtedy musiał odsłużyć karę przesunięcia na polach startowych za wymianę jednostki napędowej. W wyścigu po raz kolejny zaprezentował imponujące tempo, jak sam podkreśla na tamten moment najlepsze w sezonie, jednak błędna strategia sprawiła, że ostatecznie ukończył go na siódmym miejscu. W końcu jednak nadszedł moment „powrotu na szczyt” w GP Węgier. Pole position wywalczone „na żyletki” z Lewisem Hamiltonem, a na drugi dzień fenomenalne tempo, które zagwarantowało zwycięstwo aktualnemu mistrzowi świata. Co ciekawe biorąc pod uwagę specyfikę tego sezonu Lando był pierwszym kierowcą spoza ekipy Mercedesa, który zdobył pole position do wyścigu głównego. Tym co jednak zwraca szczególną uwagę była niespotykana dotąd u Brytyjczyka pewność siebie, który z całym przekonaniem zapewniał swojego inżyniera wyścigowego, że dojedzie z ogromną przewagą nawet na zużytych oponach. I faktycznie jak powiedział tak zrobił, bo ostatecznie przewaga nad drugim Verstappenem wyniosła ponad 15 sekund.
Pomimo przerwy wakacyjnej wiara we własne siły utrzymała się do wyścigu na Zandvoort, gdzie również zdobył pierwsze miejsce startowe i pomimo licznych perypetii wygrał wyścig, ostatecznie stawiając się Mercedesom. Był to też przełomowy moment, ponieważ sam po raz pierwszy od dawna docenił pracę jaką wykonuje, czując że jest jednym z najciężej pracujących kierowców na torze. Wyścig na Monzy przyniósł jednak kolejne problemy z hamulcami i skrzynią biegów, a przez brak „podciągnięcia” w kwalifikacjach kolejny wyścig oznaczał przebijanie przez stawkę z ósmego pola startowego. Mimo tego na ostatnim okrążeniu wyprzedził swojego zespołowego partnera i ostatecznie zameldował się na czwartej pozycji. Prawdziwym popisem jego umiejętności były jednak kwalifikacje w Madrycie. Ponownie weekend zaczął się niemal fatalnie – ósme miejsce w pierwszym treningu i całkowite opuszczenie treningu drugiego przez konieczność całkowitej wymiany skrzyni biegów, po czwarte miejsce w trzecim treningu. Kwalifikacje również nie zaczęły się dla Brytyjczyka najlepiej i w zasadzie nic nie zwiastowało tego co nadeszło w drugim przejeździe w Q3. Sam Norris przyznał, że przejechał wówczas jedno ze swoich najlepszych okrążeń w karierze. Dodatkowo gdyby nie błąd na ostatnim zakręcie jego przewaga nad drugim Antonellim mogłaby być znacznie większa, a kierowca Mercedesa również poskładał imponujące okrążenie. Na samym początku Brytyjczyk był jednak przekonany, że całkowicie zepsuł ostatni przejazd i niczym sezon wcześniej nie szczędził sobie słów krytyki. I dopiero kiedy jego inżynier wyścigowy przekazał mu, że melduje się na pierwszym polu startowym nie ukrywał szoku, ale i dumy z własnych możliwości. I pomimo że wyścig nie ułożył się po jego myśli, na co złożył się niefortunny zjazd przy kończącej się wirtualnej neutralizacji, długi pit stop i tor uniemożliwiający wyprzedzanie, to w Hiszpanii Lando udowodnił, że potrafi jeździć pod presją, a nawet odciąć głowę od szumu jaki go otacza i pomimo trudności pojechać na bardzo dobry rezultat. Znajduje to swoje odzwierciedlenie w ocenach ekspertów, którzy typują go w czołówce najlepszych kierowców w aktualnej stawce.
Podsumowanie
Mistrzostwo nie zmieniło charakteru Norrisa. Zmieniło natomiast jego stosunek do własnych możliwości. Nadal potrafi być wobec siebie bezlitośnie krytyczny, ale coraz częściej potrafi też dostrzec własną wartość i cieszyć się z tego, co osiąga. Presja nie zniknęła – po prostu Lando nauczył się z nią funkcjonować.
Autorką artykułu jest Aleksandra Binkowska, znajdziecie ją na TikToku – link.



Zgłoszenie błędu w tekście
Zaznaczony tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: