Maroko ma być trzecim krajem z Afryki, który jest poważnie zainteresowany organizacją wyścigu Formuły 1. Liberty Media chce mieć wyścig na tym kontynencie, a propozycja powrotu GP Maroko w teorii wygląda bardzo atrakcyjnie.
Liberty Media chce w kalendarzu F1 wyścig w Afryce
Władze F1 od pewnego czasu starają się o organizację jednego wyścigu w Afryce, chcą być obecni na każdym zamieszkanym kontynencie. Przewijało się kilka potencjalnych kandydatur, ale do tej pory tylko dwie były poważne. Republika Południowej Afryki stara się o powrót do kalendarza F1 po ponad 30. latach przerwy. Tamtejszy rząd na początku tego roku zorganizował nabór, w którym zgłoszono trzy kandydatury. Do końca kwietnia miała zakończyć się ich analiza i rozpocząć druga, najważniejsza faza naboru, ale taka informacja jeszcze się nie pojawiła, a mamy przecież już koniec maja. RPA wydaje się najpewniejszym kandydatem, problem jest taki, że z różną intensywnością starają się o F1 od ponad dziesięciu lat i nic z tego nie wynika. Drugim kandydatem jest szybko rozwijająca się Rwanda, która ma pieniądze i od dawna lobbuje w FIA i Liberty Media. Na drodze do F1 stoi trwająca wojna pomiędzy Rwandą a Demokratyczną Republiką Konga. Nie ma możliwości, aby władze F1 zorganizowały tam wyścig w tej sytuacji politycznej. Stefano Domenicali przy okazji tegorocznego GP Monako powiedział, że prowadzą rozmowy z trzema afrykańskimi krajami. Tożsamość trzeciego była niewiadomą, ale ostatnie medialne doniesienia sugerują, że jest to Maroko. Biorąc pod uwagę jak powoli rozwijają się dwie pozostałe kandydatury, to Maroko miałby realne szanse, aby zapewnić sobie miejsce w kalendarzu Formuły 1.
Maroko zainteresowane organizacją wyścigów F1
Maroko w Formule 1 nie byłoby nowością. W 1958 roku odbył się jedyny wyścig o GP Maroko zaliczany do klasyfikacji mistrzostw świata na torze w Casablance. Ponad dziesięć lat temu ten kraj był zainteresowany powrotem do F1, Bernie Ecclestone prowadził wtedy rozmowy z Królem, ale nie było efektu. Teraz media donoszą o zupełnie nowym projekcie za duże pieniądze, jako pierwszy napisał o tym serwis RacingNews365.
Szybki rzut na mapę. Maroko to kraj w północno-zachodniej Afryce, bezpośrednio poniżej Hiszpanii. W zachodniej części Maroko, nad Oceanem Atlantyckim obok Cieśniny Gibraltarskiej zlokalizowane jest znane miasto Tanger. Kilkanaście kilometrów na południe od centrum tego miasta kilka lat temu powstał duży, luksusowy resort turystyczny z hotelem Hilton. Teraz inwestorzy planują znacznie rozbudować okolicę, planowane są inwestycje o wartości przekraczającej miliard dolarów. W ramach nowego kompleksu planowany jest tor wyścigowy o najwyższym standardzie, który będzie mógł gościć zawody F1 i MotoGP. Ma być także park rozrywki, hotele, centrum handlowe i marina dla jachtów. To typowe duże centrum turystyczne skierowane dla bogatszych osób z zagranicy. Aktualnie inwestorzy ubiegają się o niezbędne pozwolenia i poszukują brakującego finansowania (mają podobno 800 mln $ zapewnione).
Serwis RacingNews365 rozmawiał z Erikiem Boullierem, który jest doradcą w tej inwestycji. Były szef Lotusa i McLarena oraz organizator GP Francji powiedział, że jeszcze daleka droga do zakończenia tego projektu. Budowa kompleksu zajmie trzy lata od momentu uzyskania wszystkich zgód i zatwierdzenia projektu. Układ toru wyścigowego jest już gotowy, ale może się zmienić z powodu wymogów FIA. Maroko wydaje się być ciekawym kandydatem, ale ze swoimi przygotowaniami jest jeszcze dalej niż RPA i Rwanda. Perspektywa ewentualnego debiutu jest jeszcze dalsza.
W tym pomyśle bardzo ważna jest lokalizacja. Cały sprzęt F1 mógłby tam przypłynąć na ciężarówkach promami z Hiszpanii, a więc zespoły miałby swoje motorhome’y na torze. Jest bardzo blisko do Hiszpanii, co oznacza łatwy dojazd dla kibiców z tego kraju. Formuła 1 miałaby wyścig w Afryce, który byłby bardzo blisko Europy i z logistycznego punktu widzenia zaliczany do europejskich rund. W Tangerze jest także duże lotnisko, przyjeżdża tam sporo turystów. Ogółem Maroko jest krajem z bardzo rozwiniętą turystyką.
Co może się zmienić w kalendarzu F1 w perspektywie trzech lat?
24 tory mają umowy na organizację wyścigów F1 w 2026 roku. Po sezonie 2025 wygasa umowa z torem Imola, a to miejsce zajmie nowy obiekt w Madrycie. W 2026 roku odbędzie się ostatni wyścig o GP Holandii – tor Zandvoort sam zdecydował się o braku kontynuacji, a także ostatni wyścig w Barcelonie – może pozostać np. na mocy rotacyjnej umowy. GP Belgii odbędzie się w 2026 i 2027 roku, ale w 2028 roku go nie będzie, bo mają rotacyjną umowę. Jeżeli wszystkie inne tory przedłużą swoje umowy (nie ma na to gwarancji), to robią się dwa stałe wolne miejsca od 2027 roku, a także jedno rotacyjne od 2028 roku. Możemy być niemal pewni, że to rotacyjne miejsce zajmie jeden z europejskich torów. Może to być Barcelona, Imola, a może także jeden z torów niemieckich, Turcja czy Francja, kandydatów jest wielu.
Pozostają dwa stałe wolne miejsca od 2027 roku. Jedno z nich powinno trafić dla wyścigu w Afryce, a drugie prawdopodobnie jest dla GP Tajlandii. Na ten moment wydaje się, że przygotowania do GP Tajlandii są najbardziej zaawansowane, zaangażował się w to tamtejszy rząd z Panią Premier na czele (ostatnio dogrywała szczegóły na spotkaniu podczas GP Monako). Tajlandia planuje jednak debiut w F1 w 2028 roku na pół-ulicznym torze w Bangkoku, więc miejsca w 2027 roku nie zajmie. Pojawiały się także doniesienia o możliwym powrocie do Korei Południowej, ale brakuje konkretów.
Moim zdaniem możemy spodziewać się nowych umów dla jednego lub dwóch europejskich torów, być może nawet w formie stałej a nie rotacyjnej, aby wypełnić wolne miejsca. Nie uda się Liberty Media znaleźć pewnych organizatorów w pożądanych krajach na innych kontynentach tak szybko. Nawet jeśli jeden z afrykańskich krajów oraz Tajlandia zadebiutują zgodnie z planem, to wciąż pozostaje miejsce dla kogoś z Europy.
Więcej zagadnień dotyczących kalendarza F1, planowanych wyścigów czy modernizacji torów znajdziecie w kategorii Kalendarz F1 na blogu.



Zgłoszenie błędu w tekście
Zaznaczony tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: