Współpraca realme oraz zespołu Formuły 1 Aston Martin trwa w najlepsze. W ciągu ostatnich kilku tygodniu na polskim rynku zadebiutował realme GT 8 Pro Dream Edition – wyjątkowe wydanie flagowca od chińskiej marki. Czego może w nim szukać fan Formuły 1, a przede wszystkim – jaki jest to telefon?
Słowem krótkiego wprowadzenia – to pierwszy raz, kiedy pojawiam się na tym blogu. Z tego miejsca bardzo dziękuję Karolowi za zaufanie, a także wspólnie dziękujemy firmie realme za umożliwienie wykonania dogłębnego, 2-miesięcznego testu tego telefonu. Dzięki temu można było sprawdzić rzeczy, których nie sposób zobaczyć podczas krótkich testów, a można zauważyć przy codziennym użytkowaniu.
Warto również dodać, że producent nie miał wglądu w treść recenzji przed jej publikacją, a fakt otrzymania telefonu do testów nie miał wpływu na finalną ocenę.
Opakowanie od razu mówi: „jestem premium”
Być może nie jest to oczywisty początek, bo nie mówi o samym telefonie, lecz trudno pominąć ten aspekt. Daje on bowiem natychmiastowe wrażenie, że mówimy o urządzeniu z wysokiej półki. Na pudełku, zamiast symbolu realme, można uświadczyć duże logo Aston Martin Aramco Formula One Team. Oczywiście szata kolorystyczna również jest charakterystyczna – dominuje British Racing Green z limonkowymi akcentami.
Po podniesieniu wita nas pudełko z grawerowanym bolidem F1, a za koło robi okrągła wyspa aparatu. Wystarczy otworzyć je niczym książkę, by zobaczyć hasło „Race your own way” (trudno zachować sens tego zdania po polsku, najbliżej tego będzie chyba: „wyjeździj swoją własną drogę”), sam telefon, magnetyczny śrubokręt oraz… dodatkową nakładkę wyspy. Do niej wrócimy jeszcze przy aparacie.
W opakowaniu znaleźć można również ładowarkę 120 W, aż dwa etui (po jednym do każdej nakładki), a także wysuwaną kartkę ze szpilką do wyjmowania tacki SIM. Tak, szpilka również jest w kształcie bolidu. Dbałość o szczegóły naprawdę zachwyca i widać, że projektanci nie poszli tu po linii najmniejszego oporu, byle tylko wydać model z motywem F1.
Wygląd? Klasa światowa
Poziom trzyma nie tylko opakowanie, ale i sam wygląd telefonu. Największe wrażenie robią oczywiście plecki z logiem Astona Martina, barwami zespołu oraz delikatnymi żłobieniami. Na tak wyglądający telefon aż szkoda zakładać etui.
Na ramce z matowego metalu w oczy rzuca się limonkowy przycisk wyłączania/wywoływania asystenta AI. No i wyspa składająca się z głównego aparatu (50 Mpix), aparatu ultraszerokiego (50 Mpix) oraz peryskopu z zoomem optycznym 3x (200 Mpix) – ona również wygląda świetnie, a nakładka jest wykończona niczym włókno węglowe.
Wydajność jak na flagowca przystało
Na pokładzie GT 8 Pro Dream Edition znajduje się procesor Snapdragon 8 Elite 5. generacji i nietrudno się domyślić, że dzięki temu smartfon działa błyskawicznie. Nie jestem recenzentem telefonów i to im zostawię robienie profesjonalnych benchmarków. Ze swojej perspektywy mogę jednak powiedzieć, że ani razu nie odczułem sytuacji, w której telefon zakrztusiłby się i spowolnił, nie mówiąc o zawieszeniu się. A warto dodać, że używam telefonu dość intensywnie w trakcie dnia – i do pracy, i do rozrywki.
Pomaga w tym oczywiście fakt, że realme wyposażyło ten telefon w aż 16 GB RAM-u. Tyle samo ma mój laptop, a Windows obciąża sprzęt o wiele mocniej niż Android! W płynności ma również pomagać nakładka systemowa realme UI 7.0. Czy tak się dzieje? I tak, i nie, ale o softwarze potem.
Ekran o świetnej rozdzielczości QHD+ (3136×1440) i przekątnej 6,79 cala jest naprawdę ostry. Oglądanie na nim filmów czy sprawdzanie grafik jest bardzo przyjemne. Producent awizuje poziom jasności na poziomie 7000 nitów i rzeczywiście nawet przy ostrym świetle słonecznym nie miałem żadnych problemów, by zobaczyć wszystkie szczegóły na ekranie.
Telefon można oczywiście odblokowywać odciskiem palca (podobała mi się ładna animacja pod palcem) i twarzą. Oba te systemy działały bez żadnego zarzutu.
Bateria jak ze snu. Trudno o coś więcej
Pojemność 7000 mAh – to mówi niemal wszystko, jeśli chodzi o możliwości realme GT 8 Pro pod kątem akumulatora. Jako osoba, która zawsze musi mieć przy sobie ładowarkę lub powerbanka, okres korzystania z tego smartfona był zaskakującym odświeżeniem.
Po pełnym naładowaniu i używaniu w domyślnym trybie równowagi, telefon może bez przeszkód wytrzymać dwa pełne dni na baterii. W dniu pisania tego tekstu telefon przez dobre 6 godzin miał uruchomiony ekran i służył za GPS-a – nawet pomimo tego odłączyłem go od prądu o 7, a podłączyłem dopiero o 21. Po dwóch miesiącach intensywnego użytkowania po kilka godzin dziennie na wiele różnych sposobów pojemność maksymalna to nadal 100%. Zgadza się więc i wytrzymałość.
Imponująca jest także prędkość ładowania, co oczywiście wynika z szybkiego ładowania 120 W. Nawet w normalnym trybie można osiągnąć pełną baterię w mniej niż godzinę. Po uruchomieniu trybu szybkiego ładowania to wszystko wygląda jeszcze bardziej imponująco. Na początku w minutę można zyskać dodatkowe 4-5%, a z poziomu 10% do 80% udało mi się raz naładować telefon w zaledwie 28 minut – mierzyłem z zegarkiem w ręku. Jeśli z jakiegoś powodu przesiadka na mój domyślny telefon będzie bolesna, to właśnie ta fenomenalna bateria!
Aparaty są kapitalne i trudno tu dodać coś więcej
Trochę już o tym telefonie napisałem i na razie ciągle mu słodzę. No cóż, na razie się to nie zmieni, ponieważ aparaty w tym telefonie również są fantastyczne. Układ z tyłu, wspominane już 50+200+50 Mpix, działa naprawdę świetnie. Nie ma co tu opisywać, po prostu zobaczcie na te dwa zdjęcia – są po prostu przepiękne.
Bardzo dobre jest również przybliżenie. Nawet na kilkukrotnym zoomie szczegóły są bardzo wyraźne. Owszem, widać przy mocnym przyjrzeniu się, że w uzyskaniu tej ostrości pomagają trochę poprawki AI, lecz nie zniekształcają one zdjęć jak w innych telefonach.
Nocne zdjęcia? Są ładne i ostre, ale naprawdę za mocno są podbijane wszelkie źródła światła. Spójrzcie na to – to zdjęcie nie wygląda tak, jak gdyby było robione w środku nocy.
Galeria zdjęć zrobionych telefonem
Tak świetne ujęcia nawet na przybliżeniu 8-10x trzeba po prostu zapisać na plus – tak samo, jak przedni aparat 32 Mpix. Wykorzystywałem go do nagrywania filmów i jakość była naprawdę świetna.
Miałem wspomnieć o wymiennych nakładkach. Domyślnie jest ona okrągła, lecz z pomocą śrubokrętu i dwóch śrubek można ją wymienić na prostokątną. Można też całkowicie wymontować nakładkę, by zostać z wyspą w kształcie głowy robota, jak to określa realme. Ciekawy bajer, tym bardziej że w zestawie realme oferuje dwa etui w zależności od kształtu wyspy. Nawet w tym segmencie jest to miły dodatek.
System z formułową nakładką działa okej…
Sznyt Astona Martina widać nie tylko na zewnątrz, ale też i wewnątrz. Telefon domyślnie otrzymujemy z unikalnym motywem. To nie tylko tapeta, ale też i unikalne ikony wbudowanych aplikacji – utrzymane w kolorystyce zespołu lub w motywie F1 (np. opona jako logo Chrome). Na początku wygląda to naprawdę świetnie, lecz szkoda, że pobieranie jakichkolwiek innych aplikacji niszczy cały efekt.
Poza tym autorska nakładka Realme UI 7.0 działająca na bazie Androida 16 nie blokuje potencjału urządzenia. Nie jest jednak niczym odkrywczym względem bazowego systemu. I może to i lepiej…
…ale dodatki Realme potrafią irytować
Niektóre funkcje zaimplementowane przez realme naprawdę nie są trafione. Najbardziej rozczarowany byłem funkcją Planista AI. W teorii wygląda ona jak moje marzenie – po podwójnym uderzeniu w tył telefonu system sam wykrywa, jakie wydarzenie można dodać do kalendarza. Tym większy był więc mój zawód, gdy okazało się to całkowicie niepraktyczne. Bardzo często Planista nie włączał się, gdy tego chciałem, by potem co chwilę uruchamiać się całkowicie przypadkowo, skanując mój ekran. Bardzo rozczarowujące.
Wkurzać mogły również takie rzeczy jak… błędy przy przewijaniu wideo. Próbując skoczyć o kilka sekund, telefon zawsze wracał na początek. Nie spodziewałem się, że aplikacja „Zdjęcia” może być tak irytująca.
Kolejny dziwny problem dotyczył problemu z Google Pay. Mianowicie… nie mogłem w ogóle go skonfigurować. Według aplikacji urządzenie „może mieć dostęp do roota lub korzystać z niecertyfikowanego oprogramowania”. Nie wiem, czy jest to przypadłość egzemplarza testowego, czy właśnie nakładki systemowej Realme. Przeglądając grupki, zauważyłem, że inni użytkownicy Realme również borykali się z takim problemem. Było to frustrujące, bo lubię na co dzień płacić telefonem. Nie była to zresztą jedyna aplikacja, która nie chciała mi działać.
Galeria interfejs
Realme GT 8 Pro Dream Edition – jaki werdykt po dwóch miesiącach?
Mimo kilku głupotek, które wynikają głównie z kwestii systemowych, Realme GT 8 Pro w wydaniu Dream Edition po prostu robi wrażenie. To telefon, któremu pod kątem hardware’u nie brakuje praktycznie niczego. Wygląda świetnie, robi niesamowite zdjęcia, ma szalenie wydajną baterię i śmiga szybciej niż Fernando Alonso i Lance Stroll w sezonie 2025 po torach F1 (pozdrawiam Oskara, który podsunął mi to porównanie!).
Oczywiście w takiej cenie trzeba po prostu wymagać takich rzeczy – mowa o telefonie, który wyceniany jest na aż 5499 złotych. To więcej niż naprawdę porządny laptop czy komputer stacjonarny. Możliwości tego modelu Realme są jednak naprawdę ogromne i jest to niezwykle wszechstronny sprzęt. Jedyną łyżką dziegciu w beczce miodu jest nakładka systemowa. Gdyby nie ona, naprawdę musiałbym się gimnastykować, by znaleźć w tym smartfonie wady!
Autorem recenzji smartfona jest Kamil Niewiński z serwisu Kontra.




















