Droga kierowców do Formuły 1 bardzo często jest długa i skomplikowana, a upragnione marzenie udaje się spełnić relatywnie niewielu kierowcom. Są wśród nich jednak historie, które mogą stanowić przykład dla każdego z nas. Historie pełne walki, wytrwałości i niezłomności, które pokazują, że o marzenia warto walczyć. I to właśnie o nich powinno się mówić najgłośniej.
Roman Biliński, pomimo że urodził się w Wielkiej Brytanii, jeździ pod polską licencją (jego tata jest Polakiem). Jak sam podkreśla reprezentowanie Polski na międzynarodowych torach jest dla niego wielkim zaszczytem, ale zdobycie owej licencji też nie należało do prostych zadań. Polskie obywatelstwo otrzymał w czerwcu 2022 roku i od razu złożył wniosek o przyznanie polskiej licencji, którą oficjalnie przyznano mu pod koniec stycznia 2025 roku, dzięki czemu w F3 oficjalnie zadebiutował pod biało-czerwoną flagą.
Pierwsze lata w wyścigach Romana Bilińskiego
Kiedy większość kierowców rozpoczyna swoją przygodę z kartingiem w wieku 5-6 lat, Roman Biliński zaczął ją w wieku 12 lat. W 2019 roku zadebiutował w brytyjskiej serii Ginetta Juniors, gdzie już w pierwszych zawodach wywalczył pole position i był o krok od wygranej, jednak został zdyskwalifikowany ze względu na naruszenie przepisów technicznych. Już wtedy zachwycał tempem, a współzawodnicy zastanawiali się kim jest ten młody chłopak, który pojawił się znikąd i już od początku imponował. Startowanie w tej serii otworzyło Bilińskiemu drogę do Brytyjskiej Formuły 4, gdzie jeździł w latach 2020 i 2021. Jego wyniki nie były jednak satysfakcjonujące – w sumie trzykrotnie stawał na trzecim stopniu podium, a ostatecznie zajmował kolejno 8. i 17. miejsce w klasyfikacji generalnej. Kolejny sezon spędził w Formula Regional European Championship w zespole Trident. Pomimo że wyniki sportowe dalej nie były w pełni satysfakcjonujące, trzy sezony spędzone w tej serii stanowiły potężną dawkę doświadczenia dla młodego kierowcy. Prawdziwym przełomem okazało się jednak ściganie w Formula Regional Oceania Championship. To tam Polak pokazał prawdziwą próbkę swoich umiejętności, gdzie w pierwszej części sezonu wygrał 5 z 7 wyścigów, a kontynuacja dobrej passy zapewniła mu tytuł mistrza jeszcze przed ostatnim wyścigiem. W tym samym sezonie Roman równocześnie ścigał się w dwóch seriach w Europie i Oceanii, co tylko pokazuje ogromną ambicję, jaka w nim drzemała. Imponujące wyniki stały się przepustką do Formuły 3, gdzie zadebiutował w 2025 roku, jednak nie wszystko przebiegło dokładnie tak, jak Biliński by chciał. Do tamtego momentu największym wyzwaniem były kolejne szczeble kariery i coraz szybsi rywale. Kilka miesięcy wcześniej okazało się jednak, że największą walkę Roman stoczy nie z innymi kierowcami, lecz z własnym organizmem.
Poważny wypadek, który zagroził całej karierze
W czerwcu 2024 Biliński uległ poważnemu wypadkowi samochodowemu (poza torem) we Włoszech. Jak sam opisuje jedyne co pamięta to wyjście z roztrzaskanego auta, a potem szpitalny pokój. W wyniku kraksy złamaniu uległy trzy kręgi, a każdy ruch mógł skończyć się kompletnym paraliżem. Sytuacja stała się jeszcze poważniejsza, kiedy Polak nagle stracił czucie w lewej nodze, co sprawiło, że od razu wylądował na stole operacyjnym. Ostatecznie w jego kręgosłupie znalazło się sześć śrub i metalowa płytka, a czucie w nodze wracało bardzo powoli. Kierowca podkreśla, że w tamtym momencie nie poczułby nawet gdyby ktoś dźgnął go nożem. Oznaczało to, że musiał na nowo nauczyć się chodzić i jeździć. Nie brakowało również opinii lekarzy, że powrót do pełnej sprawności, a tym bardziej do profesjonalnego ścigania, może okazać się niemożliwy. Roman wiedział jednak, że ma jeszcze wiele celów do osiągnięcia. I tak rozpoczął imponującą walkę z własnym ciałem i słabościami. Historia ta jest o tyle poruszająca, że dwa miesiące po wypadku wsiadł do auta na Imoli i tym samym wrócił do ścigania. Było to warunkiem dostania się do upragnionej Formuły 3, gdzie zespół który miał go zakontraktować postawił warunek, że musi przejechać co najmniej trzy wyścigi w FREC. Polak więc stwierdził, że będzie do końca walczył o swoje marzenia i tak wylądował w aucie, wsparty poduszkami, które miały absorbować siły działające na ciało kierowcy podczas wjeżdżania na krawężniki. Biliński wspomina, że każdy przejazd był dla niego agonią, a z oczu mimowolnie leciały mu łzy. Dodatkowo ciążyła nad nim świadomość, że każdy błąd może w dalszym ciągu zakończyć się dla niego całkowitym paraliżem. Mimo to zdecydował się zaryzykować. Nie dlatego, że nie odczuwał strachu, ale dlatego, że marzenie okazało się od niego silniejsze. Roman podkreśla, że zdaje sobie sprawę, że z perspektywy czasu było to głupia i pośpieszna decyzja, ale jednocześnie jego ambicja nie pozwoliłaby mu siedzieć na kanapie, a nie walczyć o upragnione cele. Jakby jeszcze było mało, to jego bohaterską postawę podkreśla fakt, że jak wsiadał do auta dalej nie odzyskał pełni czucia w nodze, więc wciskanie hamulca stało się czysto intuicyjne. Finalnie zespół, który pierwotnie miał go zakontraktować się wycofał, ale w jego miejsce wszedł Rodin Motorsport.
Rywalizacja w Formule 3
Roman staje na podium F3 już w pierwszym wyścigu w tej serii – zajął trzecie miejsce w Melbourne w Australii. Jednocześnie został pierwszym Polakiem, który stawał na podium Formuły 3. Kolejnym ważnym krokiem było drugie miejsce wywalczone na historycznym torze w Monako, a zwieńczeniem wszystkich wysiłków był najwyższy stopień podium w sprincie na włoskiej Monzy. Przejście do F3 oznaczało, że od teraz Polak będzie ścigał się razem z najlepszymi, podczas weekendów Formuły 1, a także jej zaplecza – Formuły 2. Oznaczało to dodatkową presję, bo wyścigi F1 przyciągają tysiące kibiców, ale też i ważnych osobistości. Do tego dochodzi fakt, że poczynania młodych kierowców są uważnie śledzone przez członków czołowych zespołów świata. Każdy weekend stawał się przez to swego rodzaju rozmową kwalifikacyjną przed zespołami Formuły 1, a każdy błąd mógł kosztować utratę kolejnej szansy. Biliński podkreśla jednak, że z presją musi mierzyć się od dawna, a jego główną motywacją jest dostanie się do F1 i wywalczenie tytułu mistrza świata. Jego determinacja i dobre wyniki sprawiły, że po roku jeżdżenia w F3 przyszedł kolejny „awans”, bo 25 listopada ogłoszono, że w sezonie 2026 będzie reprezentował zespół DAMS Lucas Oil w Formule 2. Rozmowy rozpoczęły się już na początku sezonu w F3, a dobre wyniki sprawiły że do finalizacji doszło bardzo szybko.
Przejście do Formuły 2 w 2026 roku
Pomimo że poziom w F2 znacznie wzrósł w stosunku do F3, a początek sezonu nie należał do najłatwiejszych, to w końcu nadszedł prawdziwy przełom, który rozpoczął dobrą passę Polaka. Roman Biliński zajął drugie miejsce w sprincie, ponownie na historycznym torze w Monako. Od tamtego momentu (za wyjątkiem sprintu w Barcelonie) regularnie punktuje i nie straszne są mu nawet słabsze pozycje w kwalifikacjach. To właśnie w Barcelonie, ostatni przejazd Romana został przerwany ze względu na czerwoną flagę, co ostudziło emocje po niesamowitym Monte Carlo. W wyścigu Biliński pokazał na co go stać, gdzie po pit stopie rozpoczął niesamowitą jazdę i przebijanie się przez stawkę. Należy tu podkreślić, że odrabiał straty rzędu 4-5 sekund do rywali i ostatecznie zajął dziewiąte miejsce. Kwalifikacje w Austrii również nie były dla Polaka łaskawe, a mimo to wyścigi skończył na szóstym i dziesiątym miejscu. Fenomenalnie z kolei zaczął się weekend w Wielkiej Brytanii. Od samego początku Roman prezentował imponujące tempo, a kwalifikacje zakończył na czwartym miejscu. Wyścigi jednak nie poszły po myśli Polaka – po ciężkiej walce sprint zakończył na miejscu siódmym, a wyścig główny na ósmej pozycji. Niewątpliwie cieszy jednak fakt, że Biliński zaczyna regularnie punktować, przez co wraz z nabieraniem doświadczenia w F2, będzie stanowił realne zagrożenie dla rywali.
Podsumowanie
Historia Bilińskiego to nie tylko opowieść o niezwykłym talencie, ale przede wszystkim o człowieku, który był gotowy poświęcić wszystko dla swoich marzeń. Pokazuje, że największym sukcesem nie są zdobywane podia, czy wygrywane wyścigi, ale zwycięstwa, niewidoczne dla ludzi z zewnątrz – te odniesione nad własnymi słabościami, strachem czy ograniczeniami. Roman najpierw musiał nauczyć się chodzić na nowo, a teraz zdobyte doświadczenie pozwala mu stawiać kolejne kroki w kierunku upragnionej Formuły 1. I być może właśnie dlatego jego historia inspiruje znacznie bardziej niż niejeden tytuł mistrzowski.
Autorką artykułu jest Aleksandra Binkowska, znajdziecie ją na TikToku – link.
Wielu różnych polskich kierowców rywalizuje w seriach juniorskich na drodze do Formuły 1. Najważniejsze informacje o nich znajdziecie w kategorii artykułów: Polscy kierowcy wyścigowi na blogu.



Zgłoszenie błędu w tekście
Zaznaczony tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: