Rozpoczęły się rozmowy w sprawie silnika dla F1 na sezon 2031, FIA chciałaby je zakończyć w ciągu kilku miesięcy. Tym razem producenci silników mają nie mieć decydującego głosu, a Formuła 1 celuje w prostszą, lżejszą i tańszą jednostkę napędową.
Niemiecki Auto Motor und Sport podał nowe informacje na temat rozpoczętych rozmów dotyczących silnika dla Formuły 1, który zgodnie z planem ma zostać wprowadzony w 2031 roku. Rozmowy aktualnie są wstępne, ale FIA planuje podjąć ostateczne decyzje w tym roku, aby dać producentom czas na przygotowanie. W przypadku jednostek napędowych decyzje zawsze są podejmowane z dużym wyprzedzeniem. Przypominam, że regulamin silnikowy na sezon 2026 został potwierdzony w sierpniu 2022 roku, a pierwsze rozmowy w te sprawie zaczęły się w 2018 roku. Wtedy doszło do sporych przesunięć z powodu pandemii koronawirusa, silniki pierwotnie miały się pojawić wcześniej. Regulacje na sezon 2031 muszą być zatwierdzone najpóźniej w 2027 roku, ale ich ogólny zarys musi być znany w tym roku, aby producenci mogli rozpocząć pierwsze prace koncepcyjne (potem niektórzy dziennikarze będą klasycznie mówić, że ktoś wiedział wcześniej i pracował zanim regulamin był zatwierdzony, a to jest normalna praktyka).
Rozpoczęły się rozmowy w sprawie silnika dla F1 na sezon 2031
Jak wynika z informacji AMuS, a także ostatnich wypowiedzi Nikolasa Tombazisa z FIA, sytuacja mocno się zmieniła w świecie motoryzacji oraz w samym sporcie. Przy poprzednich ustaleniach decydujący był głos producentów silników, bo F1 oraz FIA chciały zachęcić dodatkowe firmy do wejścia do F1 (udało się z Hondą, Audi oraz Red Bull Ford). Wtedy także sytuacja w motoryzacji drogowej była inna, producenci samochodów szykowali się na pełną elektryfikację, spodziewali się, że wkrótce przestaną w ogóle produkować silniki spalinowe. Dlatego regulamin na 2026 rok tak wygląda, bo trzeba było pogodzić oczekiwania koncernów motoryzacyjnych. Aktualnie, jeśli wierzyć słowom Nikolasa Tombazisa podejście FIA jest inne. Elektryfikacja samochodów drogowych spowolniła, producenci mają zmienione priorytety. Dla F1 ważną zmianą było wprowadzenie zrównoważonych paliw, co zmienia sytuację. Tombazis twierdzi, że przy kolejnych regulacjach nie mogą polegać tak bardzo na panujących w motoryzacji drogowej trendach, a regulacji nie mogą Formule 1 dyktować producenci silników. F1 ma być odporna jeśli niektórzy producenci zdecydują się odejść.
Rozmowy FIA, F1 z zespołami i producentami rozpoczęły się w 2025 roku, gdy przez pewien czas w grze było wprowadzenie nowych silników wcześniej, bo w 2029 lub w 2030 roku. Pomysł został skutecznie zablokowany, głównie przez Audi i Hondę, którzy zainwestowali dużo w powrót do F1 i nie chcieli inwestować ponownie. Jak wiemy z zeszłego roku, cały ten pomysł to była głównie rozgrywka polityczna prezesa FIA, który w ten sposób chciał podnieść swoje notowania, sugerując wprowadzenie do F1 silników V10 lub V8 bardzo szybko. Było to od początku nierealne. Każdy producent zainwestował po około pół miliarda dolarów w projekt silnika na 2026 rok, zainwestuje drugie tyle przez pięć kolejnych lat obowiązywania aktualnych przepisów. Regulacje muszą funkcjonować przez pięć lat, aby te inwestycje miały sens.
FIA chciałaby ustalić ogólne zasady odnoście formatu silnikowego na sezon 2031 przed tegoroczną przerwą wakacyjną. Później przygotowaliby pełne regulacje, tak aby producenci mieli jak najwięcej czasu na prace. Jan Monchaux z FIA zapowiada, że z oczekiwań wynika, że kolejne silniki muszą być tańsze w rozwoju i produkcji, a także prostsze konstrukcyjnie. Według AMuS pierwszym rozważanym konceptem były spalinowe silniki V8 Turbo wraz ze standardowym system MGU-K, który oferowałby mniej mocy elektrycznej niż obecnie. Wspominałem o takim pomyśle już we wrześniu 2025 roku na blogu. Rozmowy mają jednak trwać i nie wiadomo jaki konkretnie format będzie wybrany. FIA tym razem ma nie działać w taki sposób, aby zadowolić wszystkie zainteresowane strony.
Podsumowanie
W temacie silników F1 od wielu lat jest jedna kluczowa kwestia: czy stawiamy tylko na sport czy chcemy aby w F1 były obecne duże marki motoryzacyjne. Przy pierwszej opcji można wymyślić prostszy silnik, który samodzielnie będą mogły budować takie małe firmy jak np. Cosworth. Wtedy nawet McLaren czy Aston Martin siłami swoich fabryk byłyby w stanie przygotować silniki. Z drugiej strony takie regulacje oznaczają bardzo duże ryzyko, że Audi z Hondą się wycofają, trudno powiedzieć co zrobiłby wtedy Mercedes. W XXI wieku dla całej F1 zawsze obecność dużych koncernów motoryzacyjnych była bardzo ważna, a odejścia Toyoty, Hondy czy BMW zawsze były odczuwalne. Moim zdaniem F1 jest obecnie na takim poziomie finansowym i marketingowym, że nie potrzebuje takich marek. Zespoły F1 są wystarczająco popularne i bogate.
To jaki konkretnie miałby być silnik od 2031 roku to sprawa w dużym stopniu otwarta. Propozycji na pewno będzie dużo. Moim zdaniem koncept silnika V8 (bez turbo) z mocnym systemem MGU-K pozwoliłby utrzymać moc na obecnym poziomie, a jednocześnie taki silnik byłby lżejszy i prostszy konstrukcyjnie. Zawsze będę przeciwnikiem V10, bo takie silniki są duże gabarytowo i wagowo, a dodatkowo wymagają więcej paliwa, co przekłada się na wielkość zbiorników i wagę bolidów F1 na starcie wyścigów.



Zgłoszenie błędu w tekście
Zaznaczony tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: