Czterej producenci silników starają się doprowadzić do zmian regulaminowych, aby osłabić silnik Mercedesa jeszcze przed początkiem sezonu 2026. Nie będzie to proste, bo sytuacja jest skomplikowana. Postarałem się ją dokładnie przeanalizować biorąc pod uwagę najnowsze doniesienia.
Sprawa związana z „trikiem” na zwiększenie geometrycznego stopnia sprężania w silnikach Mercedesa jest wielowątkowa, a tak naprawdę nie wiemy jakie to rozwiązanie daje korzyści, bo jesteśmy przed sezonem. Nie przypominam sobie takiej sytuacji, aby w świecie F1 pojawiły się kontrowersje związane z pewnym rozwiązaniem technicznym już na kilka tygodni przed tym jak bolidy wyjechały pierwszy raz na testy. Zainteresowani szczegółami na temat tego o jakie konkretnie rozwiązanie techniczne jest ten cały szum, odsyłam do mojego artykułu z grudnia gdzie to szeroko opisałem – link tutaj.
W ekspresowym skrócie dla osób, które nie kliknęły powyższego linku. Regulamin techniczny zezwala na to, aby w silniku spalinowym tzw. geometryczny stopień sprężania wynosił 16:1. Regulamin konkretnie określa, że pomiar będzie wykonywany w temperaturze otoczenia. Według rywali, Mercedes znalazł sposób na to, aby w trakcie pracy w ich silnikach ten współczynnik był wyższy, prawdopodobnie dzięki właściwościom wykorzystanych materiałów do rozszerzalności cieplnej. Są to znane prawa fizyki, ale skonstruowanie silnika tak, aby to celowo używać jest bardzo skomplikowane. W latach 2014 – 2025 ten sam współczynnik wynosił 18:1, został w nowych regulacjach celowo obniżony, aby ograniczyć moc silników. Media przez ostatnie 1,5 miesiąca prześcigały się w plotkach o tym ile taki trik może przynosić korzyści, szacunki były bardzo różne. Może to być umiarkowany zysk rzędu 10-15 koni mechanicznych, a może być więcej (niektórzy podawali, że 30-40 koni). Wszystko zależy od tego do jakiego poziomu Mercedesowi udaje się zwiększyć współczynnik, im bardziej tym zyski są większe. Nikt z zewnątrz nie wie co tak naprawdę ma u siebie Mercedes i jaką przewagę daje im to nad rywalami. Moim zdaniem przewaga rzędu 10-15 koni mechanicznych jest zbyt mała, aby rywale domagali się szybkich zmian, taką stratę po stronie silnika spokojnie można nadrobić lepszym bolidem. Dlatego wydaje mi się, że musi to być potencjalnie więcej.
Mercedes miał zielone światło od FIA
Przedstawiciele Mercedesa od samego początku są bardzo pewni siebie, bo swoje rozwiązania konsultowali z FIA i dostali na nie zielone światło. W tym tygodniu Toto Wolff przy okazji imprezy na otwarcie sezonu wypowiedział się o tym ostro i konkretnie. Szef Mercedesa potwierdził, że cały czas byli w kontakcie z FIA w temacie kompresji, a także innych elementów jednostki napędowej. Regulacje dotyczące sprężania są konkretne i jednostka napędowa Mercedesa je spełnia. Identyczne procedury pomiaru są także stosowane ogólnie w motoryzacji (chodzi o pomiar, gdy silnik jest wyłączony). FIA dała im zielone światło, wiedziała w jakim kierunku Mercedes rozwija swój silnik. Jednocześnie ostro skrytykował rywali, którzy organizują tajne spotkania i wysyłają tajne listy, a także próbują wymyślić nowe sposoby testowania, które nie istnieją. Pełne wypowiedzi Toto Wolffa po angielsku znajdziecie tutaj.
Mercedes nie oparłby konstrukcji swojej jednostki napędowej o rozwiązanie, które mogłoby być przez FIA zakazane lub zmienione, są zbyt doświadczeni. Fakt, że jednostki napędowe będą homologowane 1 marca oznacza, że ryzykowaliby dyskwalifikacje, a zmiany konstrukcji byłyby bardzo utrudnione. Musieli być w 100% pewni wprowadzając innowacje (uważam, że ich będzie więcej, u innych producentów też).
Nasilenie zakulisowych protestów w ostatnich dniach
Sprawa nabrała przyśpieszenia o czym świadczą ostatnie wydarzenia. Co kilka tygodni odbywają się planowane spotkania technicznej grupy roboczej z udziałem producentów silników i FIA, ale w ostatnim czasie jest ich bardzo dużo. Pierwsze odbyło 22 stycznia, czyli tuż przed testami. Zaplanowano wtedy kolejne na pierwszy tydzień lutego, bo chcieli mieć dane z toru, aby wszystko przeanalizować. Jak wynika z medialnych informacji, to w pierwszym tygodniu lutego były aż dwa takie spotkania, drugie z nich zorganizowane na prośbę kilku producentów silników (prawdopodobnie było nieoficjalne). Widać wyraźnie, że rywale Mercedesa zintensyfikowali swoje ruchy po testach w Barcelonie, a to sugeruje, że osiągi jakie tam widzieli im się nie spodobały.
Czterej producenci silników kontra Mercedes
W całej sprawie doszło do jednej kluczowej zmiany w ostatnim czasie, być może nawet w ostatnich kilku dniach. Gdy media zaczęły mówić o triku w silnikach Mercedesa w grudniu 2025 roku, to wszyscy zgodnie powtarzali, że trzej konkurencyjni producenci silników tzn. Ferrari, Honda i Audi protestują w FIA. Ci trzej producenci napisali wtedy pismo do FIA. Red Bull Ford w całym sporze był określany jako neutralny lub jako stronnik Mercedesa. Wiedzieli o triku i planowali go wprowadzić u siebie. Teraz media podają, że Red Bull Ford dołączył do grona przeciwników. Z tym wiążą się dwie kluczowe sprawy:
– Jesteśmy po testach w Barcelonie, zespoły mają pełne dane z live timingu i z nadajników GPS, co pozwała bardzo dokładnie określić potencjał rywali, a także oszacować osiągi jednostek napędowych. Jeżeli teraz Red Bull Ford dołączył do grona przeciwników, to oznacza, że chcą na tym zyskać. Musieli zauważyć, że silnik Mercedesa ma przewagę i w ten sposób można ją (przynajmniej częściowo) zneutralizować lub myśleli, że wprowadzą podobne rozwiązanie u siebie, ale nie dało ono oczekiwanych efektów.
– Druga sprawa to ewentualne głosowanie nad zmianami regulaminu już na sezon 2026. Przy zgodzie FIA i Liberty Media, czterej producenci silników mają wystarczającą liczbę głosów, aby przegłosować zmianę regulaminu już na ten sezon. Gdyby Red Bull popierał w tej sprawie Mercedesa, to możliwa byłaby tylko i wyłącznie zmiana na sezon 2027. Tak wygląda system podziału władzy w F1, który od 2026 roku na mocy nowego Porozumienia Concorde uległ zmianie – szczegóły.
Najnowsze ustalenia i próba zmiany regulacji przed startem sezonu 2026
Dzisiaj kilka mediów informowało o ustaleniach podjętych podczas najnowszego zebrania. Według wiarygodnych serwisów Motorsport, The Race oraz Auto Motor und Sport, czterech producentów ustaliło między sobą nową procedurę pomiaru silnika, gdy ten jest gorący (pracuje). Mają kilka propozycji, dodatkowy czujnik lub pomiar w garażu, gdy silnik zostanie uruchomiony. Chcieliby to szybko zatwierdzić, a następnie poddać pod głosowanie, aby zmodyfikować regulamin jeszcze przed początkiem sezonu 2026. Potrzebowaliby do tego poparcia ze strony FIA, Liberty Media, a także wszystkich zespołów, które nie korzystają z silników Mercedesa.
Mercedes kontaktował się z FIA i dostał od nich zielone światło, podczas styczniowego spotkania również FIA nie miało obiekcji, a w F1 stopień kompresji sprawdzało się zawsze, gdy silnik nie pracuje. Zmiana decyzji FIA w ostatniej chwili byłaby dużą niespodzianką. Doprowadziłoby to do dużych kontrowersji i dużych kłopotów dla zespołów korzystających z silników Mercedesa z powodu homologacji.
Homologacje i możliwości rozwoju silników
Kluczową kwestią jest homologacja. Producenci silników do 1 marca mają do FIA dostarczyć pełną dokumentację na temat silników z jakich będą korzystać w 2026 roku. To gwarantuje, że producenci będą dostarczać takie same silniki wszystkim swoim klientom. Rozwój w trakcie sezonu będzie ograniczony do pewnych komponentów. Co ważne jednostki napędowe wytwarza się długo. Jak wynikało z różnych zapowiedzi, producenci mieli już ustalone specyfikacje pod koniec zeszłego roku. Mercedes na GP Australii ma przywieźć aż 16 kompletnych jednostek napędowych, po jednej dla każdego bolidu i po jednej na zapas. Ruszyli z produkcją kilka tygodni temu. Gdyby FIA zmieniła regulamin, to oni nie są w stanie w ciągu niecałego miesiąca zmodyfikować swojego projektu, przetestować i wytworzyć nowe komponenty.
Nowe regulacje zakładają, że co sześć wyścigów FIA będzie określała układ sił. Jeśli jakiś producent będzie zbytnio odstawał pod względem osiągów, to dostanie dodatkowe możliwości rozwoju, budżet, czy możliwość ulepszeń w trakcie sezonu. Mówi się, że te zasady są bardzo korzystne dla słabszych producentów i pozwolą im szybciej się rozwijać. Nie będę zaskoczony, jeśli producenci, którzy najbardziej protestują nie rozumieją jak działa rozwiązanie Mercedesa, więc takie dodatkowe możliwości rozwoju im nie pomogą, bo nie wiedzą co u siebie testować.
Podsumowanie
Moim zdaniem jeśli dojdzie do zmiany regulaminowej, to dopiero od sezonu 2027. Nie wydaje mi się możliwe przeprowadzenie jej w trakcie trzech tygodni. Po 1 marca, gdy silniki będą homologowane, trudno sobie wyobrazić, aby FIA doprowadziła do zmiany, która wymusi zmiany konstrukcyjne w silniku. Jeżeli na początku sezonu zespoły z silnikami Mercedesa będą miały dużą przewagę, to wtedy szanse na interwencję FIA z Liberty Media będą większe. Osobiście nie będę zaskoczony, jeśli za kilka tygodni temat zupełnie ucichnie. Okaże się, że są inne, dające więcej zysków innowacje w silnikach, które będą budziły zainteresowanie.
Pamiętajcie, że gdy w temacie silnika mówi się o Mercedesie, to zyskują cztery zespoły z niego korzystające. Regulamin jest bardzo szczegółowy, producent musi dostarczać takie same silniki z takim samym oprogramowaniem i paliwem do wszystkich swoich zespołów.
P.S. Ta sprawa pokazuje jak szybko w mediach społecznościowych rozchodzą się fałszywe informacje. W temacie F1 namnożyło się różnego typu profili, które zamieszczają „newsy”, wielokrotnie są to informacje fałszywe zarówno celowo, jak również z powodu braku wiedzy autora, złego przetłumaczenia itp. Oczywiście algorytmy mediów społecznościowych promują takie posty, bo są one kontrowersyjne. Radzę uważać kogo się obserwuje, nie polecam żadnych „fanowskich kont” zespołów czy kierowców, bo są one prowadzone przez osoby, które nie wiedzą co to jest obiektywność.



Zgłoszenie błędu w tekście
Zaznaczony tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: