Z różnych powodów pojawiły się szanse na powroty trzech wyścigów do kalendarza Formuły 1 w przyszłości. Oczywiście muszą zgrać się różne pozytywne czynniki aby tak się stało. Moim zdaniem minimum jeden z tych wyścigów wróci do F1 najpóźniej w 2030 roku.
Formuła 1 ma skompletowany kalendarz na sezony 2027 i 2028, bo mają podpisane kontrakty z kompletem 24. torów. Jeśli wszystkie umowy zostaną wypełnione, nie będzie żadnych wojen / kataklizmów, które wymuszą zmiany harmonogramów, to wolne miejsce w kalendarzu F1 pojawi się dopiero w 2029 roku. Istnieje jeszcze szansa na to, że F1 wraz z FIA oraz zespołami powiększą kalendarz do 25 rund – to jest absolutne maksimum. Liberty Media ma mnóstwo kandydatów, z różnych wypowiedzi wynika, że najbardziej chcieliby mieć jeszcze jeden wyścig w Azji. Są na stole projekty nowych torów w Korei Południowej oraz w Tajlandii, są także nieoficjalne sugestie o drugim wyścigu w Chinach. Cały czas pojawiają się propozycje z Afryki, ale tam brakuje konkretów. Pamiętajcie też o tym, że w 2028 lub w 2029 roku zmieni się gospodarz GP Arabii Saudyjskiej, bo powstaje tam nowy tor Qiddiya Speed Park Track. Znając zakusy tego kraju, to mogą chcieć organizować dwa wyścigi za duże pieniądze. Kandydatów jest dużo, a do listy można dopisać trzy obiekty w Argentynie, Indiach i Niemczech, które są zainteresowane powrotami do F1. W każdym z tych przypadków są prowadzone działania, które mogą to umożliwić w perspektywie 2-3 lat.
Kluczowe zmiany prawne w Indiach
Wyścigi F1 o GP Indii na torze Buddh International Circuit odbywały się w latach 2011 – 2013, a zawsze wygrywał tam Sebastian Vettel. Nie wypełnili wieloletniej umowy, w kolejnych latach pojawiały się plotki o możliwym powrocie (również celowo podsycane przez Berniego Ecclestone’a), ale nic z tego nie wyszło. W 2023 roku na tym torze odbyło się motocyklowe Grand Prix, ale tylko jednorazowo, bo w kolejnych latach nie udało się go zorganizować. W obu przypadkach były dwa główne powody wypadnięcia z kalendarzy: pieniądze i sytuacja prawna. Pieniędzy zawsze brakowało, bo bilety były tanie, a kibiców mało. Aktualnie w związku z dużą popularnością F1 oraz wzbogaceniem się Indii sytuacja powinna wyglądać lepiej. Kluczową przeszkodą było obowiązujące w tym kraju prawo, które uznawało sporty motorowe jako przedsięwzięcia rozrywkowe a nie sportowe. To wiązało się z dużymi podatkami i sporymi problemami przy przekraczaniu granicy (wysokie opłaty celne). Przez lata nic się nie zmieniało, ale teraz wreszcie jest szansa.
W lipcu Ministerstwo Sportu Indii formalnie przyznało tamtejszemu związkowi motorsportowego Federation of Motor Sports Clubs of India tymczasowy status związku sportowego. Ministerstwo Sportu poinformowało, że uznanie może zostać cofnięte, jeśli federacja nie będzie przestrzegać wytycznych dotyczących rzetelności finansowej, standardów zarządzania, przepisów antydopingowych lub jeśli ujawnione zostaną jakiekolwiek przekłamania. Dlatego jest to aktualnie uznanie tymczasowe (Źródło). Indie jako kraj słyną z rozbudowanej biurokracji, więc tutaj możemy nastawić się na kilka lat takiego statusu. Natomiast ta decyzja już teraz otwiera szansę na powrót F1 i MotoGP do tego kraju, bo będzie można znacznie łatwiej zorganizować wyścigi.
Budowa toru Buddh International Circuit kosztowała 400 mln $, przygotowano bardzo nowoczesny i ogromny obiekt. Tor posiada trybuny na 110 000 osób z możliwością rozbudowy do 200 000. To klasyczny przykład megalomaństwa, bo powstała nieprzemyślana inwestycja. Właściciele popadli w długi, było tam wiele różnych zmian i kontrowersji. Aktualnie tor jest jednym z elementów transakcji, chce go przejąć ogromna indyjska firma Adani Group, która w swojej ofercie przedstawiła plan na powrót Formuły 1 w ciągu kilku lat. Dodatkowo Minister Sportu Indii Mansukh Mandaviya kilka tygodni temu ogłosił powstanie grupy zadaniowej, która ma ściągnąć F1 do Indii w 2028 roku.
Indie idealnie wpisywałyby się w plany Liberty Media. To ogromny kraj w Azji, jest tam wielu aktualnych i potencjalnych kibiców. Moim zdaniem jeśli przedstawią konkretną propozycję finansową, to szansa na powrót jest realna.
Argentyna modernizuje tor w Buenos Aires
Jak informowałem na blogu w styczniu tego roku, rozpoczęła się gruntowna modernizacja toru Autodromo Oscar y Juan Galvez w Buenos Aires – Szczegóły. Pół roku później prace na obiekcie postępują w zakładanym harmonogramie, wykonano już 60% planu. Tor ma być gotowy w nowej odsłonie w marcu 2027 roku, bo na początku kwietnia odbędzie się na nim motocyklowe GP Argentyny. Cała modernizacja obiektu jest wykonywana z myślą o MotoGP, bo tam udało się podpisać z wyprzedzeniem kontrakt. Początkowo tor miał być zbudowany zgodnie z wytycznymi FIA Grade 2 z opcją modyfikacji w przyszłości do Grade 1, aby móc zorganizować wyścig F1.W trakcie prac budowlanych podjęto decyzję o dostosowaniu go do najwyższych wymogów FIA już teraz – Źródło. W tym celu przeniesiony zostanie tor kartingowy w inne miejsce, a na tym terenie wybudowane zostanie przedłużenie nitki toru, tak aby tor pasował dla Formuły 1. Nitka na potrzeby F1 będzie miała 4,9 km długości, 15 zakrętów i prognozowaną maksymalną prędkość 340 km/h. Poza tym powstaje kompletne zaplecze z nowoczesnym budynkiem boksów. Wybudują kilka nowych trybun, ich łączna pojemność wyniesie 70 000 kibiców, ale tor ma móc przyjąć 150 000 osób dziennie (również trybuny bez krzesełek).
Włodarze toru regularnie wysyłają informacje o postępie prac do Liberty Media. Pod koniec sierpnia tor będzie wizytowany przez FIA. Popularność Franco Colapinto w ojczyźnie jest ogromna, jego obecność sprawia, że są szanse na powrót GP Argentyny. Podobno władze Buenos Aires wraz z kilkoma prywatnymi inwestorami są w stanie zapłacić 40 mln $ rocznej opłaty licencyjnej. Gdyby sytuacja na Bliskim Wschodzie pozostała w 2027 roku niespokojna, to Argentyna będzie to chciała wykorzystać i podpisać umowę na zastępstwo. Dlatego poszerzyli zakres remontu, aby tor był gotowy na kolejny sezon.
Odbyło się 20 wyścigów o GP Argentyny na torze w Buenos Aires w latach 1953 – 1998.
Tor Hockenheimring kontaktował się z władzami F1
Jeśli ktoś śledzi wydarzenia na torach wyścigowych, to nie jest zaskoczony faktem, że władze toru Hockenheimring w Niemczech kontaktowały się z Liberty Media. Informacja pojawiła się ostatnio w mediach, ale była spodziewana od jakiegoś czasu. Od 2024 roku tor ma nowych właścicieli, którzy zobowiązali się zainwestować 250 mln euro w ciągu 5-10 lat. Po zakończeniu prac budowlanych tor ma spełniać najwyższe światowe standardy, bo aktualnie jego zaplecze wyraźnie odstaje od nowoczesnych torów. Pierwszym zadaniem ma być powiększenie Porsche Experience Centre, budowa hotelu oraz obiektu Motorworld, który ma być magnesem przyciągającym miłośników samochodów na tor. Wszystkie te trzy projekty mają być gotowe do 2027 roku – Szczegóły.
Jeśli tor zostanie faktycznie zmodernizowany, a właściciele będą mieli pieniądze aby sfinansować wszelkie koszty na rzecz Liberty Media, to szansa na powrót GP Niemiec jest. Miejsce w kalendarzu za kilka lat się znajdzie, jeśli nie na stałe to w formie rotacyjnej umowy. F1 w ostatnich latach straciła popularność w Niemczech, nie ma tylu sponsorów z tego kraju co dawniej, ale widać ożywienie, czego efektem jest obecność Audi w stawce zespołów. Dla Liberty Media wyścig w tym kraju byłby bardzo ważny.
Tor Hockenheimring zorganizował 37 wyścigów o GP Niemiec w latach 1970 – 2019.
Podsumowanie
Wciąż pojawiają się kolejni potencjalni kandydaci, a kalendarz Formuły 1 nie jest z gumy. Ciekawe co będzie robiło Liberty Media czy zdecydują się na wydłużenie sezonu czy więcej kontraktów rotacyjnych.



Zgłoszenie błędu w tekście
Zaznaczony tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: