Prezes Ferrari skrytykował kierowców swojego zespołu F1 jednocześnie chwaląc inżynierów, mechaników i sam bolid. Z takim podejściem nic dziwnego, że Ferrari nie zdobyło w Formule 1 mistrzostwa od kilkunastu lat. W razie braku sukcesów w 2026 roku prognozuję w tej ekipie rewolucje personalną.
Powiem szczerze, że widząc to co się dzieje w środowisku mediów związanych z Ferrari w ostatnich dniach, to z jednej strony jestem zażenowany a z drugiej w ogóle niezaskoczony. Każda twardo stąpająca po ziemi osoba widzi, że Ferrari przygotowało gorszy bolid na sezon 2025 niż na sezon 2024. W 2024 roku do samego końca walczyli o mistrzostwo konstruktorów, można nawet powiedzieć, że kończyli rok z najlepszym bolidem w stawce. Postanowili zmienić koncepcję samochodu na sezon 2025, co okazało się błędem. Widać od przedsezonowych testów, że popełnili błędy w projektowaniu bolidu. Później liczyli, że go poprawią, długo czekano aż nowe tylne zawieszenie odmieni sytuację, ale tak się nie stało. Jeżeli można za coś krytykować zespół Ferrari w tym roku, to za przygotowanie takiego bolidu, który popsuł im cały sezon.
Ferrari słusznie szybko zakończyło rozwój tego bolidu, nie wdrożyli np. pakietu poprawek, który był przygotowany, bo woleli przerzucić zasoby na sezon 2026. Szans na tytuł mistrzowski w tym roku nie mieli, więc lepiej skupić się na sezonie 2026. Za kilka miesięcy będzie można oceniać szefostwo i to jak funkcjonuje zespół. Ferrari ma takiego pecha, że Mercedes i szczególnie Red Bull poprawili swoje bolidy po wakacjach, a to mocno utrudnia Scuderii rywalizację o wicemistrzostwo świata.
Słabsze wyniki w tym roku to nie jest wina kierowców. Leclerc jeździ u nich od lat, trudno go w jakiś sposób skrytykować za formę, natomiast wyniki w tym roku ma dużo gorsze. Powodem jest gorszy bolid, a nie kierowca. Hamilton potrzebował czasu, aby się wdrożyć do tego zespołu, od połowy sezonu jest blisko Leclerca pod względem osiągów, ale nie oszukujmy się, to nie jest taki poziom sportowy jaki od niego oczekujemy. Dla Hamiltona to jest najgorszy sezon w karierze w F1, ma także sporo pecha i własnych wpadek. Wciąż jednak jego wyniki są przyzwoite i nie odstaje bardzo od Leclerca. Gdyby takie wyniki w tym roku miał Sainz, to nie byłoby problemu. Oczekiwania w stosunku do Hamiltona były wyolbrzymione. Czy jego transfer z powodów sportowych będzie udany, to się okaże za rok, gdy będzie to można obiektywnie ocenić.
John Elkann o zespole Ferrari i jego kierowcach
Prezes Ferrari John Elkann tak wypowiedział się o swoim zespole we włoskiej telewizji Sky Sports F1 po wyścigu o GP Sao Paulo, a także zawodach WEC w Bahrajnie, gdzie Ferrari zostało mistrzem świata:
„Brazylia była dla nas wielkim rozczarowaniem. Nasi mechanicy wykonują dobrą pracę wykonując pit stopy na mistrzowskim poziomie. Nawet jeśli spojrzymy na naszych inżynierów, nie ma wątpliwości, że samochód się poprawił. Ale jeśli spojrzymy na resztę, to nie jesteśmy na oczekiwanym poziomie„.
„Mamy kierowców, którzy powinni bardziej skupić się na jeździe i mniej mówić. Przed nami wciąż ważne wyścigi, a zdobycie drugiego miejsca nie jest niemożliwe. W Bahrajnie zdobyliśmy mistrzostwo WEC, bo byliśmy zjednoczeni, a wtedy przychodzą wyniki„.
Te wypowiedzi zostały oczywiście odebrane jako bezpośrednia krytyka kierowców. Leclerc i Hamilton zamieścili w swoich mediach społecznościowych motywujące posty. Leclerc napisał, że „tylko jedność może pomóc nam odwrócić sytuację w ostatnich trzech wyścigach.” Hamilton natomiast napisał, że „Wspieram swój zespół. Wspieram siebie. Nie poddam się. Ani teraz, ani wtedy, ani nigdy.„
Media społecznościowe są rozgrzane, a wszyscy dziennikarze i media to komentują. W większości stają po stronie kierowców, bo trudno aby było inaczej. Tylko ktoś źle życzący Leclercowi i Hamiltonowi może ich obarczyć za słabsze wyniki w tym roku. Moim zdaniem będzie to mieć dla zespołu długoterminowe, złe skutki. Leclerc i Hamilton zrozumieli, że w razie niepowodzeń to oni będą o nie obwinieni przez najwyższe szefostwo.
To nie kierowcy są winni brakowi sukcesów Ferrari
Ferrari ostatnie mistrzostwo świata w F1 zdobyło w 2008 roku. Później przyszły zmiany techniczne, w których się nie odnaleźli. Głównie chodzi mi o ograniczenie liczby testów na torze i wzrost znaczenia symulacji komputerowych. Ferrari musiało nadrabiać zaległości do rywali w tym temacie. Później jednak przy każdej rewolucji technicznej nie potrafili wrócić na szczyt. Najlepiej było w 2022 roku, ale tylko przez 1/3 sezonu. Jednocześnie w ich składzie byli sami świetni zawodnicy: Fernando Alonso, Kimi Raikkonen, Sebastian Vettel i Lewis Hamilton – mistrzowie świata. Raikkonen to ostatni mistrz w barwach Ferrari, zdobył ten tytuł, gdy ten zespół był mocny i zarządzany przez starą ekipę. Alonso, Vettel i Hamilton mają ogromne sukcesy w F1, ale w Ferrari mistrzostwa nie zdobyli. Nie zapomnieli przecież jak się jeździ. Charles Leclerc to materiał na mistrza świata, który od dawna powinien o ten tytuł rywalizować, ale w Ferrari nie miał do tej pory takiej okazji.
Widziałem w tym roku informacje, że Lewis Hamilton przekazuje zespołowi w formie pisemnej swoje uwagi dotyczące tego co chciałby, aby się zmieniło w bolidzie i w zespole. Powinni go w tym temacie słuchać, w końcu przyszedł do nich z zespołu, który seryjnie wygrywał mistrzowskie tytuły, warto u siebie wdrożyć pewne rozwiązania. Byłem przekonany, że to jest jeden z głównych powodów dlaczego Hamilton do nich przychodzi (poza kwestiami marketingowymi i sportowymi). Pojawiają się natomiast doniesienia z wiarygodnego włoskiego serwisu AutoRacer, że część wysoko postawionych pracowników technicznych Ferrari nie chce brać pod uwagę tego co mówi Hamilton. Przypomina się historia sprzed dekady, gdy do Ferrari przyszedł Sebastian Vettel. Jego uwagi porównujące Scuderię do Red Bulla miały irytować niektórych pracowników Ferrari, mówiło się wtedy o tym w F1.
Jeżeli Ferrari wewnętrznie się nie zmieni, nie będą brali za wzór struktur i funkcjonowania zespołów, które w ostatnich latach w Formule 1 wygrywały mistrzowskie tytuły, to sami nie wrócą na szczyt. Formuła 1 cały czas się zmienia, a jeśli Ferrari chce funkcjonować po swojemu to się nie uda. W dawnych czasach, gdy były nieograniczone budżety i nieograniczone testy na torach takie podejście się sprawdzało, mieli nieograniczone zasoby, a jak pojawiał się jakiś problem, to wyjeżdżali bolidem na tor Fiorano obok fabryki. Teraz w erze limitów budżetowych trzeba mądrze gospodarować zasobami, ściągać najlepszych pracowników i wykorzystywać ich umiejętności.
W Ferrari w 2026 roku będzie sukces lub rewolucja personalna
We Włoszech wszyscy czekają na sezon 2026, bo to jest prawdziwa szansa dla Ferrari. Moim zdaniem możliwe są tylko dwie opcje: Ferrari przygotowuje pakiet zdolny do walki o mistrzostwo świata albo nie. Nikt tam nie będzie zadowolony z rywalizacji w czołówce, jak nie będzie potencjału na mistrzostwo.
Wiemy, że Ferrari rozwój aktualnego bolidu porzuciło dość wcześnie, znają się na silnikach, a dodatkowo ich partnerem paliwowym jest Shell, który od lat pracuje nad paliwami zrównoważonymi. W teorii mają wszystko aby wrócić na szczyt w kolejnym sezonie. Przy dobrej formie bolidu w 2026 roku, wszystkie wewnętrzne problemy zejdą na dalszy plan, nie będzie się o nich mówić, bo wszyscy będą skoncentrowani na sukcesach. Wtedy kierowcy nie będą musieli rozglądać się za innym miejscem i zapanują w obozie Ferrari dobre czasy.
Jeżeli w 2026 roku Ferrari nie wstrzeli się dobrze w nowe regulacje techniczne, szczególnie jeśli powodem będzie gorszy silnik, to spodziewam się dużej rewolucji personalnej. Frederic Vasseur będzie pierwszą ofiarą, a później szefowie działów, które zawiodły. John Elkann pewnie podejmie próbę ściągnięcia Christiana Hornera, bo to będzie najlepszy moment. Hamilton ma kontrakt do końca 2026 roku z opcją na sezon 2027. Nie wydaje mi się, aby był zainteresowany pozostaniem w zespole, jeśli nie miałby szans na walkę o czołowe pozycje. Także nie wydaje mi się, że z perspektywy Ferrari pozostawienie go w zespole miałoby sens, więc zostanie wypchnięty na emeryturę. Charles Leclerc ma umowę do 2029 roku z opcjami na wcześniejsze rozwiązanie (nie znamy szczegółów). Leclerc jest bardzo lojalny i wierny Ferrari, ale jednocześnie jest teraz w wieku, gdy powinien odnosić w F1 największe sukcesy. Trudno mi sobie wyobrazić, aby wypełnił kontrakt z Ferrari nie mając szans na walkę o mistrzostwo świata. On po prostu musi poszukać sobie innego zespołu z czołówki na 2027 roku, aby zmienić otoczenie i spróbować wygrać gdzie indziej. Kontynuując moją hipotezę, gdyby Ferrari nie było w stanie w 2026 roku walczyć o czołowe pozycje i etatowi kierowcy by od nich odeszli (zostali wypchnięci czy nawet zwolnieni), to bardzo trudno byłoby im znaleźć następców. Na jeden fotel na pewno wzięliby kogoś młodego, Oliver Bearman jest idealnym kandydatem, ale Ferrari musi mieć w składzie gwiazdę. Który z obecnych czołowych kierowców chętnie przyszedłby do Ferrari wiedząc, że ani Leclerc ani Hamilton nie dali rady?
P.S. Przypominam mój historyczny artykuł z 2020 roku o tym „Jak Ferrari zastępuje swoich liderów innymi kierowcami?„. Jeżeli cykl ma być kontynuowany, to szefowie Ferrari już prowadzą zakulisowe rozmowy z potencjalnym następcą Charlesa Leclerca.



Zgłoszenie błędu w tekście
Zaznaczony tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: