Wypracowano ogólną architekturę przyszłego silnika, który ma być stosowany w Formule 1 od 2031 roku. Producenci porozumieli się z FIA do propozycji hybrydowego silnika V8 Turbo, który będzie miał znacznie mniejszy komponent elektryczny niż obecnie. To nie są takie zmiany o jakich marzyli kibice.
Dyskusje na temat przyszłych silników dla F1 trwają od początku 2025 roku, gdy Prezes FIA Mohammed Ben Sulayem stał się nagle gorącym zwolennikiem powrotu dużych i głośnych silników V10 – Szczegóły. Od początku było wiadomo, że na taki powrót nie ma szans, a była to tylko zagrywka medialna, aby poprawić swoje notowania w środowisku przed wyborami w FIA. We wrześniu 2025 pojawił się już realistyczny plan powrotu silników V8 z niewielkim systemem odzyskiwania energii – szczegóły, który wydawał się wtedy najbardziej realistyczny. W 2026 roku wprowadzono do F1 nowe silniki V6 Turbo z podziałem mocy bliskim 50/50, które zostały przez wielu skrytykowane, więc zaczęto intensywniej rozmawiać o kolejnych regulacjach. Prezes FIA chciałby wprowadzić nowe silniki w 2030 roku, ale będzie potrzebował na to zgody wszystkich producentów, co jest bardzo mało prawdopodobne. Aktualne regulacje zostały rozpisane na pięć sezonów 2026 – 2030, producenci wydali setki milionów euro, więc ich skrócenie o rok sprawi, że inwestycje będą mniej opłacalne.
Moim zdaniem zatwierdzone w czerwcu regulacje silnikowe na sezony 2027 i 2028 (producenci powinni wprowadzić je na sezon 2027, ale się nie dogadali i zostały rozłożone na dwa lata) powinny wyeliminować większość problemów jakie są w obecnymi silnikami – Szczegóły. Dodatkowo widać w ostatnich tygodniach, że awarii jest mniej, zespoły i kierowcy lepiej odnajdują się w tych regulacjach. Pozostanie w przyszłości jedynie problem z brakiem mocy na końcówkach bardzo długich prostych jak w Baku czy w Belgii, ale poza tym sprawa powinna się stopniowo poprawić. To będzie czynnik, który sprawi, że nie będzie parcia na skrócenie regulacji.
Wypracowano ogólny zarys przyszłych silników dla F1
Wszystkie media z Auto Motor und Sport na czele podały wypracowany przez ostatni rok zarys przyszłych regulacji silnikowych. Nie ma tutaj żadnego zaskoczenia, bo powstała kompromisowa propozycja. Planowany jest powrót silników V8 o pojemności 3 litrów z turbosprężarką wspartych niewielkim komponentem elektrycznym. Według założeń nowe silniki mają być o 50 kg lżejsze od obecnych. Przez ostatnie miesiące trwały dyskusje na temat tego czy będą to zwykłe silniki wolnossące (jak w latach 2006 – 2013), które przy okazji zapewniałyby charakterystyczny, głośny dźwięk czy z turbodoładowaniem. Postawiono na wariant z turbosprężarką. Wśród producentów Audi było głównym zwolennikiem takiego rozwiązania. Dodatkowo aktualnie w F1 wiele wyścigów jest rozgrywanych na torach ulicznych w miastach, gdzie są normy hałasu. Klasyczne silniki V8 miały by być zbyt głośne w takich miastach jak Melbourne, Miami, Madryt, Singapur, Baku czy Las Vegas. Według prognoz przyszłe turbodoładowane silniki V8 mają być głośniejsze od obecnych V6, ale to będzie podobny dźwięk jak teraz.
Silniki pozostaną hybrydowe, ale komponent elektryczny ma zapewniać tylko 100 kW (obecnie jest to 350 kW, a w latach 2014 – 2025 było to 120 kW). To by znaczyło na element hybrydowy w stylu systemu KERS, czyli odzyskujący ograniczoną ilość energii podczas hamowania. Cała elektronika ma być znacznie uproszczona.
FIA postawiła sobie ambitny cel odchudzenia silników o 50 kg co pozwoli zmniejszyć i odchudzić całe samochody, co jest bardzo ważnym (i słusznym) celem.
Prostsze silniki oznaczają, że nie będzie już systemu wyprzedzania, który zapewniają obecne silniki. F1 nie planuje powrotu do systemu DRS. W zamian planowany jest znany z różnych serii (np. IndyCar) system push-to-pass zapewniający atakującemu kierowcy dodatkową moc przez pewien czas. Ten pomysł wydaje mi się mocno wątpliwy, bo komponent elektryczny będzie zbyt słaby, aby zapewnić realną różnicę przy ataku. Jeśli będzie to dodatkowa moc z silnika spalinowego, to znaczy, że on w zwykłym trybie będzie sztucznie ograniczony.
Tak jak wspominałem wyżej FIA chciałaby wprowadzić nowe regulacje już w 2030 roku, ale szanse są na to niewielkie. Realnym terminem jest sezon 2031.
Poprzednie vs planowane silniki dla F1
Przy okazji tej propozycji warto porównać trzy generacje silników, co mam nadzieję pozwoli wam zrozumieć, że planowane zmiany na 2031 są dalekie od tego jakie powinny być.
W latach 2006 – 2013 w F1 korzystano w F1 z wolnossących silników V8 o pojemności 2,4 litra, do których później dodano elektryczny system KERS. Silniki spalinowe ważyły 95 kg i osiągały około 750-800 koni mechanicznych (po ograniczeniu liczby obrotów). W zależności od układu toru podczas wyścigu spalały 140-160 kg paliwa. W trakcie regulacji dodano odzyskujące energię podczas hamowania system KERS, który ważył 20-24 kg i zapewniał 60 kW energii przez niecałe 7 sekund na okrążeniu.
Aktualnie w F1 (sezony 2026 – 2030) w F1 są turbodoładowane silniki V6 o pojemności 1,6 litra z rozbudowanym elementem hybrydowym. Cała jednostka napędowa waży 185 kg. Silnik spalinowy na dystansie wyścigu spala 70-75 kg. Silniki spalinowe mają restrykcyjne ograniczenie przepływu paliwa co oznacza, że ich maksymalna moc to 570-600 koni mechanicznych. Element hybrydowy zapewnia 350 kW (475 koni mechanicznych), a łączna moc jednostki napędowej przekracza 1000 koni mechanicznych. Zatwierdzone zmiany na kolejne lata zwiększą moc silnika spalinowego i ograniczą moc elektryczną. Cała jednostka napędowa w 2028 roku będzie miała 1060 – 1090 koni mechanicznych mocy, a w trybie wyprzedzania 1125 – 1155 koni mechanicznych.
Na sezon 2030/2031 planowane są silniki o 50 kg lżejsze niż obecnie, czyli na poziomie 135 kg. Moim zdaniem jest to zbyt optymistyczne założenie, bo będą to silniki V8 o pojemności 3 litrów, a nie 2,4 litra jak dawniej w F1. Dodatkowo będą miały turbosprężarkę i większy komponent elektryczny niż dawniej. Spodziewam się, że waga nie będzie zmniejszona tak bardzo, ale dobrze, że założyli optymistyczny cel. Dodatkowo zużycie paliwa na pewno będzie znacznie większe niż aktualnie, więc będą potrzebne większe zbiorniki paliwa. Masa samochodów na starcie wyścigów nie będzie radykalnie mniejsza niż obecnie.
Formuła 1 musi podjąć kluczową decyzję
Wielokrotnie wspominałem na blogu, że Formuła 1 musi podjąć jedną decyzję: robimy silniki zgodne z trendami w motoryzacji drogowej czy robimy silnik typowo pod rywalizację sportową, który nie musi być zgodny z tym co się dzieje w motoryzacji. Regulacje wprowadzone w 2014 roku oraz w 2026 roku były zrobione pod trendy w motoryzacji drogowej. Były to hybrydowe i skomplikowane jednostki napędowe, ale jednocześnie niezwykle wydajne i mocne. W regulacjach obowiązujących w latach 2014 – 2025 sprawność cieplna silnika spalinowego przekraczała 50%, wprowadzono unikalny i bardzo wydajny system MGU-H. Technologia nie miała jednak istotnego przełożenia na motoryzację drogową. Na sezon 2026 przygotowano jeszcze bardziej skomplikowane jednostki napędowe, które mają blisko 50% mocy elektrycznej. Zużycie paliwa spadło o blisko 30%, a maksymalna moc jest nawet większa niż w poprzednich regulacjach. Zachęcono nowych producentów silników do wejścia do F1, więc pod względem biznesowym wszystko się zgadza. Problem jest taki, że aktualne jednostki napędowe są bardzo skomplikowane i drogie w produkcji. Nie spodziewam się, że wiele z zastosowanej technologii trafi do motoryzacji drogowej. Robione są silniki, które mają być zgodne z trendami w motoryzacji, ale wypracowywane w F1 technologie są zbyt drogie i skomplikowane, aby wdrażać je do zwykłych samochodów.
Ogólny zarys przyszłych regulacji jaki pojawił się w mediach sugeruje, że to ponownie będą regulacje kompromisowe zwrócone ku motoryzacji drogowej, ale nie tak bardzo jak obecnie. Nie zdecydowali się na postawienie na prosty i wydajny silnik, który dodatkowo byłby głośny. Formule 1 brakuje odwagi, chcą mieć w stawce jak najwięcej producentów, bo to jest ważne z powodów biznesowych.
Mój komentarz
Nie wydaje mi się, aby wypracowana architektura przyszłego silnika „uzdrowiła” F1 i sprawiła, że wyścigi będą lepsze, a samochody wyraźnie mniejsze i lżejsze. Obawiam się, że znowu dojdzie do różnych kompromisów i jednostki napędowe nie będą zrobione typowo pod rywalizację sportową. Planowane silniki będą z turbosprężarką, więc dźwięk będzie podobny jak teraz, nie dojdzie do powrotu starych i głośnych silników V8. Planowane „radykalne” zbicie wagi silnika o 50 kg w porównaniu do obecnych regulacji brzmi bardzo dobrze, ale poprzednio stosowane silniki V8 ważyły jeszcze mniej, takiego poziomu nie osiągniemy.
Przejście na silniki turbo V8 o pojemności 3 litrów na pewno w wyraźnym stopniu zwiększy zużycie paliwa, więc waga bolidów na starcie wyścigów wcale nie będzie radykalnie mniejsza niż teraz. Będzie trzeba mieć większe zbiorniki paliwa, co nie pozwoli wyraźnie zmniejszyć samochodów. Spodziewam się, że aby ograniczyć zużycie paliwa będą rygorystyczne limity przepływu, a to znowu oznacza, że moc nowych silników nie będzie na takim poziomie jak powinna być. Wpłynie to na ograniczenie liczby obrotów, a tym samym słabszy dźwięk. Jedyny plus nowych regulacji jaki widzę aktualnie to ich ogólne uproszczenie i ograniczenie elementu elektrycznego. Na pewno będą to silniki znacznie prostsze w budowie i łatwiejsze w obsłudze przez zespół i kierowcę.



Zgłoszenie błędu w tekście
Zaznaczony tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: